Jeszcze o przyczynie niepełnej jednorodności promieniowania reliktowego.
Istotny argument
za tym, że to, co dane jest obserwacji stanowi wszystkość.
Można przypuszczać, że na istnienie niejednorodności jakiś wpływ ma obecność ciemnej materii, która nie oddziaływuje elektromagnetycznie, ale swą grawitacją ma niepomijalny wpływ tak na wielkoskalowy rozkład materii, jak i na samo promieniowanie. Ta stwierdzona obserwacyjnie niejednorodność temperatury mogłaby stanowić jeszcze jeden argument za istnieniem ciemnej materii, ale ta nie została jeszcze bezpośrednio wykryta. Jej obecność nie może więc stanowić wyjaśnienia problemu niejednorodności temperatury. O istocie ciemnej materii będzie w innym miejscu.
Jakie jest więc wyjaśnienie? Już wcześniej zauważyłem też, że, zgodnie z moim modelowaniem, przyśpieszoną ekspansję na samym początku (nazwałem ją URELA) zakończyła przemiana fazowa. Spowodowała ona chaos – wtedy też pojawił się nowy parametr stanu: temperatura. W związku z istnieniem chaosu, układ nie był, nie mógł być jednorodny pod wzgledem temperatury. Jednakże ta niejednorodność była znikoma w związku ze znikomymi rozmiarami obiektu. I tak pozostało do dziś, pomimo rozmiarów znacznych. Chodzi o to, że rozszerzanie się Wszechświata zachowalo to zróżnicowanie temperatury, nie mogło bowiem mieć wpływu na jego przyczynę sprawczą.
Można przypuszczać, że na istnienie niejednorodności jakiś wpływ ma obecność ciemnej materii, która nie oddziaływuje elektromagnetycznie, ale swą grawitacją ma niepomijalny wpływ tak na wielkoskalowy rozkład materii, jak i na samo promieniowanie. Ta stwierdzona obserwacyjnie niejednorodność temperatury mogłaby stanowić jeszcze jeden argument za istnieniem ciemnej materii, ale ta nie została jeszcze bezpośrednio wykryta. Jej obecność nie może więc stanowić wyjaśnienia problemu niejednorodności temperatury. O istocie ciemnej materii będzie w innym miejscu.
Jakie jest więc wyjaśnienie? Już wcześniej zauważyłem też, że, zgodnie z moim modelowaniem, przyśpieszoną ekspansję na samym początku (nazwałem ją URELA) zakończyła przemiana fazowa. Spowodowała ona chaos – wtedy też pojawił się nowy parametr stanu: temperatura. W związku z istnieniem chaosu, układ nie był, nie mógł być jednorodny pod wzgledem temperatury. Jednakże ta niejednorodność była znikoma w związku ze znikomymi rozmiarami obiektu. I tak pozostało do dziś, pomimo rozmiarów znacznych. Chodzi o to, że rozszerzanie się Wszechświata zachowalo to zróżnicowanie temperatury, nie mogło bowiem mieć wpływu na jego przyczynę sprawczą.
Należy jednak podkreślić, że w odniesieniu do skali globalnej,
mimo wszystko Wszechświat jest jednorodny w pełni i potwierdza
zasadę kosmologiczną. [Jeszcze bardziej (niż przypuszczalna jednorodność)
potwierdza tę zasadę istnienie takich samych niejednorodności („pianki”) w
oczach każdego obserwatora, niezależnie od jego położenia] Wyniki uzyskane za
pomocą wymienionych wyżej sond ostatecznie przesądziły o słuszności
twierdzenia, że ekspansję poprzedził stan, w którym cała materia Wszechświata,
w tym samym momencie, skupiona była w bardzo małym obszarze i tworzyła układ
samouzgodniony (tego ostatniego stwierdzenia nie uzgadniałem z nikim). Co
prawda, wielu uczonych przekonanych jest, że była to osobliwość (ja w tym widzę
osobliwość ludzkich nawyków myślowych), ale nie jest to wcale wiążące. Istotne
jest to, że ekspansja była równoczesna dla wszystkich elementów przestrzennie
wchodzących w skład ekspandującego obiektu. W tej chwili w zasadzie nikt w to
już nie wątpi. Swoją drogą, ta równoczesność, jak wyżej wspomniałem, mogłaby
oznaczać absolutne samouzgodnienie własności i procesów przebiegających w
najwcześniejszej fazie Wybuchu pomimo, że paradygmat łącznościowy obowiązuje.
Tematowi temu poświęcę też sporo miejsca dalej.
W artykule poświęconym zasadzie kosmologicznej przyjąłem za
obowiązującą, tezę, że obserwowalny Wszechświat jest Wszystkim, co istnieje,
jest wszystkością, którą zamyka horyzont hubblowski.
Nie ma nic poza nią. Nie ma niczego poza horyzontem, nie ma wszechświatów
równoległych nie ma wszechświatów
przecinających się i skośnych. Sąd ten jest, jak już
stwierdziłem konsysytentny z istotą zasady kosmologicznej. Skończoną, konkretną
wielkość Wszechświata określa współczynnik H i
stała c. Świadczy o tym bezpośrednio promieniowanie reliktowe. „Czyżby?” Jak
najbardziej. Oszacowanie temperatury tego promieniowania już przez Gamowa i
potwierdzenie tego przewidywania, świadczy o tym wymownie. Przecież bazował na
właściwościach promieniowania ciała doskonale czarnego zamkniętego w obszarze o
ograniczonej objętości (we wnęce). [Gdyby Wszechświat był nieskończony, nie
byłoby żadnej wnęki i oczywiście nie byłoby promieniowania reliktowego.] Zmiana
temperatury promieniowania zawartego w tej „wnęce” jest w przybliżeniu
proporcjonalna do zmiennych rozmiarów liniowych tej „wnęki” (odwrotna
proporcjonalność). Znając temperaturę w epoce rozprzężenia (rzędu 3000K), oraz
rozmiary Wszechświata wówczas, powiedzmy pół miliona lat świetlnych i znając
przybliżone dzisiejsze rozmiary Wszechświata (na bazie prawa H i prędkości c)
mogliśmy, również my, przewidzieć (z nienajgorszym wynikiem) długość fali
promieniowania reliktowego. A teraz Uwaga! Gdyby
istniało coś ekstra (nieobserwowalne), a przy tym należące do naszego
Wszechświata (wielkość wnęki przekraczałaby rozmiary hubblowskie), to wyliczona
z góry temperatura nie byłaby zgodna z temperaturą promieniowania reliktowego.
Byłaby dużo niższa. O ile? Dobre pytanie. To chyba daje do myślenia.
Przecież dziś uważa się, że Wszechświat sięga znacznie dalej, niż promień
hubblowski. Nawet określono średnicę Wszechświata na równą ok. 92 miliardów lat
świetlnych. To wyraźna (jeśli nie „wprost rażąca”) niekonsekwencja. No tak, ale
przecież trzeba uwzględnić współrzędne współporuszające się. Poza tym miała
miejce „inflacja”, która spowodowała to, że Wszechświat jest znacznie większy,
niż jest. Jakąś rolę odgrywa także ciemna energia, za sprawą której Wszechświat
jest wiekszy, niż jest... Już w artykułach poświęconych grawitacji dualnej, będzie o tym później (jeśli kontynuował będę swe wpisy na
FB, pomimo licznych prób trollowania), opisałem Urelę i
przemianę fazową, a także stwierdziłem (już
wcześniej), że budulcem przestrzeni jest ruch (nawet bezwładny)
materii uformowanej w wyniku tej przemiany. Warto kontynuować lekturę. [Pod
warunkiem, że ciekawość przezwycięży odrazę w reakcji na głoszone herezje.
Obiecuję, że tych herezji będzie znacznie więcej.]
Bazowanie na inflacji i „ucieczce poza widomy Wszechświat” jego części,
w dodatku bazowanie na paradygmacie łącznościowym – oczekiwanie obiektów dziś
na razie nie widocznych (spoza horyzontu), wywołuje we mnie spory niedosyt (by
nie nazywać tego inaczej). Te nadświetlne dalej sobie uciekają nie dając nam
szans dogonienia. Dokąd? W nieskończoność? Ku innym wszechświatom? Przestrzeń
jest nieskończona (i płaska) – jak wszechświat statyczny? A co z bąblem
riemanowskim, majacym modelować nasz zaścianek? Czy
te, które uciekły, już do nas nie należą? Niepowetowana strata? Na wieki
wieków? A co z tmperaturą promieniowania reliktowego?
Spora niekonsekwencja.
Wniosek: Wszechświat obserwowalny jest
Wszystkością. Granica horyzontu hubblowskiego zamyka wszystko. A co jest dalej?
Nie ma sensu o tym mówić. Wszechświat widocznie jest obiektem o określonych,
nie zgłębionych dotąd cechach topologicznych, których poglądowym (liniowym, a
nie przestrzennym) modelem może być wstęga Möbiusa. Jej
łączna długość w danym momencie nie może być większa, niż jest, tak, jak
promień Wszechświata-Wszystkości. Ta szczególna topologia narzuca też
określoną, cykliczną zmienność Wszechswiata.
Jeśli Wszechświat obserwowalny jest
wszystkością, a w dodatku jego wielkość jest ograniczona i określona
jednoznacznie, jak najbardziej naturalną kwestią jest określenie jego masy, a
rozpatrywanie jedynie parametru gęstości stwarza niedosyt poznawczy, którego
zaspokojenie jest rzeczą jak najbardziej uzasadnioną. Jednoznaczne określenie
jego przestrzennych rozmiarów daje możliwość szacowania masy Wszechświata.
Zaowocuje to zresztą ciekawymi konkluzjami (jeśli nie ustaleniami). Cierpliwości, to dopiero początek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz