niedziela, 16 września 2018

Promieniowanie reliktowe 4. Wnioski końcowe


Jeszcze o przyczynie niepełnej jednorodności promieniowania reliktowego. Istotny argument za tym, że to, co dane jest obserwacji stanowi wszystkość. 

  Można przypuszczać, że na istnienie niejednorodności jakiś wpływ ma obecność ciemnej materii, która nie oddziaływuje elektromagnetycznie, ale swą grawitacją ma niepomijalny wpływ tak na wielkoskalowy rozkład materii, jak i na samo promieniowanie. Ta stwierdzona obserwacyjnie niejednorodność temperatury mogłaby stanowić jeszcze jeden argument za istnieniem ciemnej materii, ale ta nie została jeszcze bezpośrednio wykryta. Jej obecność nie może więc stanowić wyjaśnienia problemu niejednorodności temperatury. O istocie ciemnej materii będzie w innym  miejscu.
   Jakie jest więc wyjaśnienie? Już wcześniej zauważyłem też, że, zgodnie z moim modelowaniem, przyśpieszoną ekspansję na samym początku (nazwałem ją URELA) zakończyła przemiana fazowa. Spowodowała ona chaos – wtedy też pojawił się nowy parametr stanu: temperatura. W związku z istnieniem chaosu, układ nie był, nie mógł być jednorodny pod wzgledem temperatury. Jednakże ta niejednorodność była znikoma w związku ze znikomymi rozmiarami obiektu. I tak pozostało do dziś, pomimo rozmiarów znacznych. Chodzi o to, że rozszerzanie się Wszechświata zachowalo to zróżnicowanie temperatury, nie mogło bowiem mieć wpływu na jego przyczynę sprawczą.   
   Należy jednak podkreślić, że w odniesieniu do skali globalnej, mimo wszystko Wszechświat jest jednorodny w pełni i potwierdza zasadę kosmologiczną. [Jeszcze bardziej (niż przypuszczalna jednorodność) potwierdza tę zasadę istnienie takich samych niejednorodności („pianki”) w oczach każdego obserwatora, niezależnie od jego położenia] Wyniki uzyskane za pomocą wymienionych wyżej sond ostatecznie przesądziły o słuszności twierdzenia, że ekspansję poprzedził stan, w którym cała materia Wszechświata, w tym samym momencie, skupiona była w bardzo małym obszarze i tworzyła układ samouzgodniony (tego ostatniego stwierdzenia nie uzgadniałem z nikim). Co prawda, wielu uczonych przekonanych jest, że była to osobliwość (ja w tym widzę osobliwość ludzkich nawyków myślowych), ale nie jest to wcale wiążące. Istotne jest to, że ekspansja była równoczesna dla wszystkich elementów przestrzennie wchodzących w skład ekspandującego obiektu. W tej chwili w zasadzie nikt w to już nie wątpi. Swoją drogą, ta równoczesność, jak wyżej wspomniałem, mogłaby oznaczać absolutne samouzgodnienie własności i procesów przebiegających w najwcześniejszej fazie Wybuchu pomimo, że paradygmat łącznościowy obowiązuje. Tematowi temu poświęcę też sporo miejsca dalej.  
  W artykule poświęconym zasadzie kosmologicznej przyjąłem za obowiązującą, tezę, że obserwowalny Wszechświat jest Wszystkim, co istnieje, jest wszystkością, którą zamyka horyzont hubblowski. Nie ma nic poza nią. Nie ma niczego poza horyzontem, nie ma wszechświatów równoległych nie ma wszechświatów przecinających się i skośnych. Sąd ten jest, jak już stwierdziłem konsysytentny z istotą zasady kosmologicznej. Skończoną, konkretną wielkość Wszechświata określa współczynnik H i stała c. Świadczy o tym bezpośrednio promieniowanie reliktowe. „Czyżby?” Jak najbardziej. Oszacowanie temperatury tego promieniowania już przez Gamowa i potwierdzenie tego przewidywania, świadczy o tym wymownie. Przecież bazował na właściwościach promieniowania ciała doskonale czarnego zamkniętego w obszarze o ograniczonej objętości (we wnęce). [Gdyby Wszechświat był nieskończony, nie byłoby żadnej wnęki i oczywiście nie byłoby promieniowania reliktowego.] Zmiana temperatury promieniowania zawartego w tej „wnęce” jest w przybliżeniu proporcjonalna do zmiennych rozmiarów liniowych tej „wnęki” (odwrotna proporcjonalność). Znając temperaturę w epoce rozprzężenia (rzędu 3000K), oraz rozmiary Wszechświata wówczas, powiedzmy pół miliona lat świetlnych i znając przybliżone dzisiejsze rozmiary Wszechświata (na bazie prawa H i prędkości c) mogliśmy, również my, przewidzieć (z nienajgorszym wynikiem) długość fali promieniowania reliktowego. A teraz Uwaga! Gdyby istniało coś ekstra (nieobserwowalne), a przy tym należące do naszego Wszechświata (wielkość wnęki przekraczałaby rozmiary hubblowskie), to wyliczona z góry temperatura nie byłaby zgodna z temperaturą promieniowania reliktowego. Byłaby dużo niższa. O ile? Dobre pytanie. To chyba daje do myślenia. Przecież dziś uważa się, że Wszechświat sięga znacznie dalej, niż promień hubblowski. Nawet określono średnicę Wszechświata na równą ok. 92 miliardów lat świetlnych. To wyraźna (jeśli nie „wprost rażąca”) niekonsekwencja. No tak, ale przecież trzeba uwzględnić współrzędne współporuszające się. Poza tym miała miejce „inflacja”, która spowodowała to, że Wszechświat jest znacznie większy, niż jest. Jakąś rolę odgrywa także ciemna energia, za sprawą której Wszechświat jest wiekszy, niż jest... Już w artykułach poświęconych grawitacji dualnej, będzie o tym później (jeśli kontynuował będę swe wpisy na FB, pomimo licznych prób trollowania), opisałem Urelę i przemianę fazową, a także stwierdziłem (już wcześniej), że budulcem przestrzeni jest ruch (nawet bezwładny) materii uformowanej w wyniku tej przemiany. Warto kontynuować lekturę. [Pod warunkiem, że ciekawość przezwycięży odrazę w reakcji na głoszone herezje. Obiecuję, że tych herezji będzie znacznie więcej.] 
   Bazowanie na inflacji i „ucieczce poza widomy Wszechświat” jego części, w dodatku bazowanie na paradygmacie łącznościowym – oczekiwanie obiektów dziś na razie nie widocznych (spoza horyzontu), wywołuje we mnie spory niedosyt (by nie nazywać tego inaczej). Te nadświetlne dalej sobie uciekają nie dając nam szans dogonienia. Dokąd? W nieskończoność? Ku innym wszechświatom? Przestrzeń jest nieskończona (i płaska) – jak wszechświat statyczny? A co z bąblem riemanowskim, majacym modelować nasz zaścianek? Czy te, które uciekły, już do nas nie należą? Niepowetowana strata? Na wieki wieków? A co z tmperaturą promieniowania reliktowego? Spora niekonsekwencja.
Wniosek: Wszechświat obserwowalny jest Wszystkością. Granica horyzontu hubblowskiego zamyka wszystko. A co jest dalej? Nie ma sensu o tym mówić. Wszechświat widocznie jest obiektem o określonych, nie zgłębionych dotąd cechach topologicznych, których poglądowym (liniowym, a nie przestrzennym) modelem może być wstęga Möbiusa. Jej łączna długość w danym momencie nie może być większa, niż jest, tak, jak promień Wszechświata-Wszystkości. Ta szczególna topologia narzuca też określoną, cykliczną zmienność Wszechswiata.

     Jeśli Wszechświat obserwowalny jest wszystkością, a w dodatku jego wielkość jest ograniczona i określona jednoznacznie, jak najbardziej naturalną kwestią jest określenie jego masy, a rozpatrywanie jedynie parametru gęstości stwarza niedosyt poznawczy, którego zaspokojenie jest rzeczą jak najbardziej uzasadnioną. Jednoznaczne określenie jego przestrzennych rozmiarów daje możliwość szacowania masy Wszechświata. Zaowocuje to zresztą ciekawymi konkluzjami (jeśli nie ustaleniami). Cierpliwości, to dopiero początek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz