czwartek, 20 września 2018

3. Związek parametru gęstości z termodynamiką

     Dla osób obeznanych z tematem powyższe oszacowanie masy Wszechświata trąci naiwnością, „amatorską radosną twórczością”. Profesjonalnie podchodzi się do sprawy inaczej. Przede wszystkim szacuje się obserwacyjnie wartość parametru gęstości , będącego stosunkiem gęstości rzeczywistej Wszechświata do jego gęstości krytycznej...
     Stosowane dziś podejście pozwala uniknąć w rozważaniach ogólnych, zajmowania się masą Wszechświata, stanowiącą konkretną liczbę, co byłoby filozoficznie dość kłopotliwe. W przeciwieństwie do tego parametr gęstości, jako wielkość intensywna, nie wnika w to, czy Wszechświat jest skończony, bądź nieskończony, nie wnika w jego „zewnętrzne” parametry. [Otóż to. Mamy różne możliwe opcje. Nie mamy jednoznaczności. A przecież Wszechświat nie jest albo taki, albo siaki. Jest bytem, jest realnością, a jego parametry powinny być obiektywnie jednoznaczne.] 
   Stosowanie wielkości intensywnych, to dobry patent, ale coś przez to (fenomenologiczne podejście) jest tracone. My zajmować się będziemy zatem masą, nie koniecznie z naiwności i nie tylko obligowani przez względy pedagogiczne. Podejście to uzasadniają wnioski, do których dzięki temu dojdziemy. Uzasadnienie, nawet mocniejsze tego posunięcia, podałem już we Wstępie, a także wcześniej, przy omawianiu promieniowania reliktowego, w szczególności, po stwierdzeniu zgodności wyników pomiaru z przewidywaniami, nawet tymi uproszczonymi. Jak się okaże później, podejście to konsystentne jest także z konstatacją o zachowaniu zasobu grawitacji („Co to takiego?”), która potem uzyska status prawa przyrody – do tego stopnia. Kontynuujmy.
 ...W celu znalezienia parametru gęstości bazuje się na danych obserwacyjnych (to bardzo ważne), szczególnie na ocenie zawartości deuteru w przestrzeni kosmicznej. Na podstawie tych danych ocenia się, że wkład materii świecącej (masywnej) stanowi ok. 5%. To zaskakująco mało, gdyż dane obserwacyjne i obliczenia poczynione na ich podstawie, wskazują na to, że parametr gęstości ma wartość zbliżoną do („może nawet” równą) jedności (100%). Gdyby taki nie był już w początkach ekspansji, dziś Wszechświat wyglądałby inaczej, może galaktyk, a nawet gwiazd by nie było.  
   Co z resztą? Resztę stanowić ma, zdaniem uczonych (aktualne na dziś): ciemna materia (25%) i  ekwiwalent wspomnianej wyżej tak zwanej ciemnej energii, którą w einsteinowskich równaniach pola wyrażać ma stała kosmologiczna, wprowadzona (i odrzucona) przez Einsteina, a dziś reaktywowana (aż 70%). Bogiem a prawdą, dane te nie bardzo pasują do naszej konkluzji dotyczącej masy Wszechświata. Należy więc ją odrzucić. Zanim jednak to zrobimy, obliczmy... 
    Tu warto się na chwilkę zatrzymać. Czy energia grawitacyjna, ta równoważna masie, to wszystko (nawet odrzucając ciemną energię)? Przecież istnieje też termodynamiczna energia wewnętrzna. Temperatura Wszechświata nie jest zerowa (i nie będzie). Pojawiła się podczas przemiany fazowej w początkach BB, w wyniku dyssypacji części energii  kinetycznej ekspansji urelowskiej*. Energia ta nie znika pomimo, że w związku ze wzrostem rozmiarów liniowych Wszechświata, ulega rozproszeniu, czego wyrazem jest stopniowe obniżanie się temperatury promieniowania reliktowego. Ale nie tylko o nie chodzi. Przy bilansowaniu łącznej energii, równoważnej przecież masie, należy ten faktor wziąć pod uwagę. Może to być znacząca część masy Wszechświata. Ta energia cieplna daje o sobie znać choćby świeceniem całej materii (we wszystkich zakresach widma), no i promieniowaniem reliktowym. Może właśnie dlatego naszym wstępnym oszacowaniem masy obiektów świecących, trafiliśmy nieoczekiwanie w sedno, może dlatego właśnie oszacowana przez nas masa Wszechświata, jak zobaczymy dalej, stanowi klucz do czegoś całkiem nowego i wielce obiecującego. 
    Obliczmy zatem...

*) Urela (Ultra-relativistic acceleration) – tak nazwałem proces przyśpieszonej ekspansji na samym początku WW. Uzasadnia go grawitacja dualna, o której będzie mowa później. Inflacja nie posiada tak konkretnej bazy [„Dlaczego to się stało, dlaczego nie w innym czasie, jakieś ni stąd ni zowąd łamanie symetrii, jakieś pole inflatonowe” – wydumane byty]. Warto już tu dodać, że Urela zakończyła się przemianą fazową, w wyniku której znaczna część kinetycznej energii urelowskiej ekspansji zdyssypowała i wtedy zaczęła się ekspansja hubblowska (z prędkością c) – pojawiły się oddziaływania elektromagnetyczne, cząstki i promieniowanie. Wtedy też, dopiero wtedy, pojawił się parametr: temperatura. Dziś mówi się o temperaturze nieskończenie wysokiej w osobliwości poprzedzającej Wielki Wybuch. Czy to bardziej naukowe? Sądzę, że proces przyśpieszonej ekspansji rzeczywiście miał miejsce. I to jest sednem intuicyjnego pomysłu Allana Gutha (mniejsza o szczegóły – musiał wykombinować jakąś przyczynę). Obaj wpadliśmy na to w mniej więcej tym samym czasie, zdala od siebie i nie wiedząc o sobie. Ja tylko wymyśliłem grawitację dualną. Dobrze, że w kwestii teorii GUT, moja orientacja była bardzo pobieżna.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz