Dla osób obeznanych z tematem powyższe oszacowanie masy
Wszechświata trąci naiwnością, „amatorską
radosną twórczością”. Profesjonalnie
podchodzi się do sprawy inaczej. Przede wszystkim szacuje się obserwacyjnie wartość parametru gęstości Ω, będącego stosunkiem
gęstości rzeczywistej Wszechświata do jego gęstości
krytycznej...
Stosowane dziś podejście pozwala uniknąć w rozważaniach ogólnych, zajmowania się masą
Wszechświata, stanowiącą konkretną liczbę, co byłoby filozoficznie dość kłopotliwe.
W przeciwieństwie do tego parametr gęstości, jako wielkość intensywna, nie
wnika w to, czy Wszechświat jest skończony, bądź nieskończony, nie wnika w jego
„zewnętrzne” parametry. [Otóż to. Mamy różne możliwe opcje. Nie mamy
jednoznaczności. A przecież Wszechświat nie jest albo taki, albo siaki. Jest
bytem, jest realnością, a jego parametry powinny być obiektywnie jednoznaczne.]
Stosowanie wielkości intensywnych, to dobry patent,
ale coś przez to (fenomenologiczne podejście) jest tracone. My zajmować się
będziemy zatem masą, nie koniecznie z naiwności i nie tylko obligowani przez
względy pedagogiczne. Podejście to uzasadniają wnioski, do których dzięki temu
dojdziemy. Uzasadnienie, nawet mocniejsze tego posunięcia, podałem już we
Wstępie, a także wcześniej, przy omawianiu promieniowania reliktowego, w
szczególności, po stwierdzeniu zgodności
wyników pomiaru z przewidywaniami, nawet tymi
uproszczonymi. Jak się okaże później, podejście
to konsystentne jest także z konstatacją o zachowaniu zasobu grawitacji („Co to takiego?”), która
potem uzyska status prawa przyrody – do tego stopnia. Kontynuujmy.
...W celu znalezienia parametru gęstości bazuje się na
danych obserwacyjnych (to bardzo ważne),
szczególnie na ocenie zawartości deuteru w przestrzeni kosmicznej. Na podstawie
tych danych ocenia się, że wkład materii świecącej (masywnej)
stanowi ok. 5%. To zaskakująco mało, gdyż dane obserwacyjne i obliczenia poczynione na ich podstawie, wskazują na
to, że parametr gęstości ma wartość zbliżoną do („może nawet” równą) jedności
(100%). Gdyby taki nie był już w początkach ekspansji,
dziś Wszechświat wyglądałby inaczej, może galaktyk, a nawet gwiazd by nie było.
Co z resztą?
Resztę stanowić ma, zdaniem uczonych (aktualne na dziś): ciemna materia (25%)
i ekwiwalent wspomnianej wyżej tak
zwanej ciemnej energii, którą w einsteinowskich równaniach pola wyrażać ma
stała kosmologiczna, wprowadzona (i odrzucona) przez Einsteina, a dziś
reaktywowana (aż 70%). Bogiem a prawdą, dane te nie bardzo pasują do naszej
konkluzji dotyczącej masy Wszechświata. Należy więc ją odrzucić. Zanim jednak
to zrobimy, obliczmy...
Tu warto się na
chwilkę zatrzymać. Czy energia grawitacyjna, ta
równoważna masie, to wszystko (nawet odrzucając ciemną energię)?
Przecież istnieje też termodynamiczna energia wewnętrzna. Temperatura
Wszechświata nie jest zerowa (i nie będzie). Pojawiła się podczas
przemiany fazowej w początkach BB, w wyniku dyssypacji części energii kinetycznej ekspansji urelowskiej*. Energia ta nie znika pomimo, że w związku ze
wzrostem rozmiarów liniowych Wszechświata, ulega rozproszeniu, czego wyrazem
jest stopniowe obniżanie się temperatury promieniowania reliktowego. Ale nie
tylko o nie chodzi. Przy bilansowaniu łącznej energii, równoważnej przecież
masie, należy ten faktor wziąć pod uwagę. Może to być znacząca część masy
Wszechświata. Ta energia cieplna daje o sobie znać choćby świeceniem całej
materii (we wszystkich zakresach widma), no i promieniowaniem reliktowym. Może
właśnie dlatego naszym wstępnym oszacowaniem masy obiektów świecących,
trafiliśmy nieoczekiwanie w sedno, może dlatego właśnie oszacowana przez nas
masa Wszechświata, jak zobaczymy dalej, stanowi klucz do czegoś całkiem nowego
i wielce obiecującego.
Obliczmy zatem...
*) Urela (Ultra-relativistic
acceleration) – tak nazwałem proces przyśpieszonej ekspansji na samym początku
WW. Uzasadnia go grawitacja dualna, o której będzie mowa później. Inflacja nie
posiada tak konkretnej bazy [„Dlaczego to się stało, dlaczego nie w innym
czasie, jakieś ni stąd ni zowąd łamanie symetrii, jakieś pole inflatonowe” –
wydumane byty]. Warto już tu dodać, że Urela zakończyła się przemianą fazową, w
wyniku której znaczna część kinetycznej energii urelowskiej ekspansji
zdyssypowała i wtedy zaczęła się ekspansja hubblowska (z prędkością c) –
pojawiły się oddziaływania elektromagnetyczne, cząstki i promieniowanie. Wtedy
też, dopiero wtedy, pojawił się parametr: temperatura. Dziś mówi się o
temperaturze nieskończenie wysokiej w osobliwości poprzedzającej Wielki Wybuch.
Czy to bardziej naukowe? Sądzę, że proces przyśpieszonej ekspansji rzeczywiście
miał miejsce. I to jest sednem intuicyjnego pomysłu Allana Gutha (mniejsza o
szczegóły – musiał wykombinować jakąś przyczynę). Obaj wpadliśmy na to w mniej
więcej tym samym czasie, zdala od siebie i nie wiedząc o sobie. Ja tylko
wymyśliłem grawitację dualną. Dobrze, że w kwestii teorii GUT, moja orientacja
była bardzo pobieżna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz