poniedziałek, 10 września 2018

12. Rozmyślania: ekspansja i prędkość światła; siły kontra zakrzywiona przestrzeń. Przestrzeń a materia

   Na wstępie, przypominam, że w pracy tej, przy omawianiu zagadnień kosmologicznych nie stosuję  OTW. Przedstawiam wyłącznie treść rozumowań bazujących jedynie na zasadzie kosmologicznej i oczywiście na danych obserwacyjnych. Niestety, nie mogę powoływać się na źródła pisane, których autorzy podchodzą do spraw tak, jak ja lub podobnie, a przy tym legitymują się odpowiednimi kwalifikacjami. Źródła takie nie są mi znane. Nie robi to najlepszego wrażenia na niektórych czytelnikach. Jeśli znajdziecie takie źródło, będę Wam wdzięczny. Ja nie natknąłem się na takie. Czy to znaczy, że automatycznie mylę się? "Po prostu wszystko to, co dziś stanowi stan wiedzy jest OK i nie podlega weryfikacji" – można skwitować rzecz – sądzić ze sporą dozą przekonania, które niewiele różni się od wiary. Do tego sprowadzają się sądy niektórych amatorów, odrzucających z kretesem wszystko, co brzmi (nawet nieco) inaczej, niż to, co wyczytali w barwnych czasopismach. OK, ale nie do końca. Niech za świadectwo temu służą choćby książki Lee Smolina (Kłopoty z fizyką), albo João Magueujo (Szybciej niż światło), które dotyczą jednak w gruncie rzeczy konkretnych zagadnień fizykalnych, a nie całokształtu. Ostatnio ukazała się książka: Pożegnanie z rzeczywistością Jima Baggota, bardziej ogólna. Już to jednak pobudzić może do poszukiwań, do innego patrzenia na to, co stanowi bazę empiryczną. Wszak na całość składają się elementy. 

  Zgodnie z koncepcją przedstawioną tutaj (podkreślam: tutaj), prawo Hubble’a mówi o proporcjonalności prędkości względnych rzeczywistego ruchu obiektów do ich wzajemnej odległości (w zbiorze różnych obiektów). Tak to zresztą widział Hubble. Jeśli jest to słuszne dziś, to słuszne jest zawsze, czyli czas nie stanowi tu parametru w odniesieniu do ogólnej tendencji przestrzennej (prawo Hubble'a). Nie dotyczy to jednak ewentualnych zmian (w czasie) prędkości względnych, niezależnie od dość (już) kategorycznego sądu o stałości prędkości właściwej konkretnych obiektów (v/c = const). [Nie mam tu na myśli ani spowolnienia w skutek grawitacji (Friedmann – OTW), ani przyśpieszenia z powodu ciemnej energii.] Chodzi o stałość tylko w przestrzeni (zasada kosmologiczna), o to, że w innej chwili, prędkości względne mogą być inne, z tym, że wszędzie zgodnie z określoną, wspólną zasadą i tylko z powodu ewentualnych zmian prędkości światła (prędkości ekspansji). Tej ewentualności żadne prawo nie wyklucza, warto więc i tę opcję uwzględnić w naszych przemyśleniach. Nie z innego powodu. [Jednakże trzeba przyznać, że wszystko byłoby dużo prostsze, gdyby przyjąć stałość w czasie inwariantu c. Kosmologiczny ruch galaktyk byłby więc nawet zwykłym ruchem bezwładnym i wiedzielibyśmy kiedy dokładnie rozpoczął się. W dalszych rozważaniach tak właśnie traktować będziemy kosmologiczne ruchy galaktyk jako baza. Po prostu dziś, nawet uświadamiając sobie możliwość, a nawet preferencję dla istnienia zmian prędkości ekspansji, nie znamy ich mechanizmu. To chyba tkwi głęboko w cechach topologii Wszechświata, jak na razie nie znanej.]     Jeśli już się prędkości zmieniają, powinny to robić tak, by nie naruszyć prawa Hubble’a, które jeśli obowiązuje dziś, to obowiązuje zawsze. Wszak wyraża ono zasadę kosmologiczną, która stanowi (?) przecież bazę intelektualną dla powszechnie przyjętej wizji Świata, wizji, która ma duże szanse pokrywać się z obiektywną rzeczywistością. Zasada ta jednak dotyczy stanu Wszechświata, a więc nie jego ewolucji. Czas nie odgrywa tu roli. Sama stała Hubble`a jest stałą w przestrzeni. Czy także stałą w czasie? Za chwilkę przekonamy się, że zmienność współczynnika Hubble’a tkwi nawet w istocie samego prawa.
   Właśnie, prędkości względne mogą się zmieniać, wszak zapostulowaliśmy tylko stałość prędkości właściwych (v/c). A jeśli prędkość względna mimo wszystko zmienia się? W tej sytuacji zmienność prędkości względnej oznaczałaby zmienność prędkości niezmienniczej c. Jeśli aktualnie maleje, to raczej chyba dąży do zera. W tym zerowym (a właściwie prawie zerowym – istnieją ku temu powody) momencie nastąpiłaby inwersja, a Wszechświat zacząłby się kurczyć. Na tym właśnie polegałaby oscylacja Wszechświata – nie na jakimś spowolnieniu w skutek grawitacji (na bazie równania Friedmanna) i na podobieństwo kamienia rzuconego do góry. Dodajmy, że pewne wyniki obserwacji zdają się wskazywać na to, że inwariant c ulega zmianie (zmienność stałej struktury subtelnej). Na razie jednak sprawa nie jest jasna. Mimo wszystko jakieś podstawy dla takiego modelowania istnieją. 


   Będę więc obstawał przy twierdzeniu, że prędkość względna jest stała w czasie, przynajmniej gdy chodzi o wielkość v/c. Prowadzi to bowiem, jak się o tym przekonamy, do modelu (w moim guście) dość koherentnego. W dodatku przyjęcie założenia o zmienności prędkości względnych (przyśpieszeniu albo opóźnieniu ekspansji), przy równoczesnym założeniu a priori stałości inwariantu c, wymagałoby znalezienia (lub powołania) przyczyn fizycznych takiego stanu rzeczy, a także uporania się z wynikającymi stąd kłopotami – koniecznością takiego przedstawienia rzeczy, by nie godziło to w prawo Hubble’a, nie podważało zasady kosmologicznej i, co najważniejsze, by było zgodne z obserwacją. Oczywiście tu mamy na myśli ruch w sensie newtonowskim. Wbrew pozorom, „przyciąganie grawitacyjne, hamujące ekspansję lub odpychanie przez ciemną energię”, to rzeczy naprawdę bardzo kłopotliwe, a liczne próby, jakie podejmowałem, opisu przyśpieszanej lub opóźnianej ekspansji spaliły na panewce, gdyż prowadziły bądź do wyraźnej sprzeczności, bądź też do obrazu rzeczywistości niekoherentnego nadmiarem kombinacji myślowych i spekulacji, wraz z niebezpiczeństwem mnożenia bytów ponad potrzebę. Takiemu postawieniu sprawy, czyli rezygnacji z przyśpieszenia i opóźnienia, sprzyja zresztą to, że widomy Wszechświat, w globalnej skali, jest jednorodny.

   A może jednak mimo wszystko „odczuwamy” kosmologiczne przyciąganie lub odpychanie? Istotne jest to, że o przyciąganiu lub odpychaniu myśleć można jedynie w odniesieniu do układów lokalnych (!). Jeśli Wszechświat jest obiektem zanurzonym w przestrzeni, czyli bytem w gruncie rzeczy lokalnym, czymś podobnym do kuli materii, a na cechy jego dynamiki wewnętrznej ma bezpośrednio wpływ gra przeciwstawnych czynników przyciągania i ciśnienia, to opis jego przy pomocy ogólnej teorii względności (równanie Friedmanna), jest prawidłowy. Dopuszczalne jest też (w tym przypadku) przyjęcie możliwości, że to, co dane jest obserwacji, nie stanowi całości. Tu jednak napotykamy na (klasyczne już dziś) problemy płaskości i horyzontu, wobec których kosmologia bazująca na równaniu Friedmanna jest bezsilna. Jak się przekonacie, koncepcja przedstawiona w tej pracy, nie natrafia na te problemy, a w dodatku, w konfrontacji z tym tradycyjnym podejściem, po prostu je wyeliminowuje. Czy zatem Wszechświat mimo wszystko jest nieskończony (już w związku ze swą jednorodnością)? Rozumowaniem (i na bazie znanych faktów) wykazaliśmy, że jest ograniczony. Możliwe (skończoność i jednorodność) to jest więc wyłącznie pod warunkiem, że Wszechświat, niezależnie od swej wielkości, jest przestrzenną Wszystkością, że poza Wszechświatem przestrzeń nie istnieje, że Wszechświat nie jest bytem lokalnym, nie jest jakąś kulą zanurzoną w rozleglejszej [Jak rozległej?] przestrzeni. Tak to sobie zwykle wyobrażamy. Zatem przestrzeń w tej sytuacji tworzona jest wyłącznie przez materię – istnieje tylko tam, gdzie istnieje materia. W dodatku, tylko wtedy i pod warunkiem spełnienia zasady kosmologicznej, siły przyciągania (w skali kosmologicznej), działajace na każdy obiekt w dowolnym kierunku, mogą kompensować się - nie ma punktu wyróżnionego. Sądząc po tym, trudno pominąć, także w tym miejscu, konieczność poznania specyficznej topologii Wszechświata. To by się nawet zazębiało (w tym konkretnym przypadku) z podejściem bazującym na OTW – tu siły nie są brane pod uwagę (przyciąganie zastępuje odpowiednie, dodatnie, zakrzywienie przestrzeni). Ale to zupełnie nieistotny szczegół, powiedziałbym: przypadkowy. [Zauważmy, tak na marginesie, że ignorowanie istnienia sił, wynikające z procedur ogólnej teorii względności (w odniesieniach kosmologicznych), pozbawia nas dodatkowego wglądu myślowego w problem budowy Wszechświata i jego ewolucji, a także budowy materii, szczególnie w skali dalekiej małości i w odniesieniu do materii skondensowanej. Będzie i o tym.] Zatem, przynajmniej na razie warto obstawać przy stałości prędkości (w stosunku do c w każdym razie). Jeśli doprowadzi to do wyników wewnętrznie sprzecznych, zawsze się można wycofać i obrać inną drogę lub powrócić na bardziej uczęszczany trakt.

   Tu warto dla przypomnienia zauważyć, że wszystkie obiekty Wszechświata, w momencie Wybuchu musiały być razem, tworzyły jedną zintegrowaną całość i ze wszystkimi przez cały czas, od WW, jesteśmy w kontakcie wzrokowym. W odniesieniu do obiektów kosmologicznych, by je zobaczyć, nie musimy czekać na przysłowiowe fotony. Powtarzam to jak mantrę, ale trzeba. [Coś innego, zdarzenia nie mające nic wspólnego z kosmologią, np. wybuch supernowej.] Jest to niezwykle ważna okoliczność. Jest ona zresztą konsystentna z prawem Hubble’a. Okoliczności tej jednak wielu zdaje się nie dostrzegać. A jednak wnioski, do których może prowadzić jej uświadomienie w odpowiednim kontekście przemyśleń, mogą mieć spore znaczenie heurystyczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz