Promieniowanie reliktowe odkryte zostało w
najbardziej odpowiednim momencie, już wiosną 1964 roku, ale nie w
zaplanowanym badaniu i w nie najbardziej odpowiednim miejscu Raczej bardziej przypadkowo. choć w Uczeni tak bardzo zaangażowani w jego przewidywanie i w
poszukiwania, nawet o tym nie wiedzieli.
Odkrycia dokonali dwaj radioastronomowie Arno Penzias i Robert Wilson. W swej
codziennej rutynowej pracy zawodowej wcale nie poszukiwali promieniowania
reliktowego. Przypadkiem antena ich odebrała dziwny szum mikrofalowy o długości
7,35 cm ,
wyraźnie silniejszy od szumu aparaturowego. Nie pomogła zmiana orientacji
anteny (i jej oczyszczenie). Promieniowanie było izotropowe. To było to.
Odkrycie promieniowania reliktowego przesądziło o słuszności koncepcji
Wielkiego Wybuchu. Za swe odkrycie, wymienieni astronomowie otrzymali nagrodę
Nobla (1978). Cóż, wpadki
zdarzają się nawet czcigodnej komisji noblowskiej, a w dwa tysiące eleven, to
już zupełnie (ciemna energia).
Odkrycie to zapoczątkowało bardzo intensywne badania. Kosmologia stała
się nawet modną dziedziną fizyki, szczególnie w ostatnim dziesięcioleciu. [Mnie
te rzeczy bawiły już w dzieciństwie, ale dopiero na stare lata zdobyłem się na
to, by upublicznić swe popełnienia. A w trakcie tego upubliczniania, to
naturalne, opadła mnie lawina nowych pomysłów, tym bardziej, że zainspirowały
mnie nowe odkrycia. Swoją drogą, upublicznić to mogłem stosunkowo niedawno, gdy
pojawił się internet, a ja się go nauczyłem. Wbrew pozorom, mój wiek nie
odegrał żadnej roli. Pod względem pomysłowości nie ustępowałem młokosom, którzy
już trzydzieści lat temu wysłaliby mnie na emeryturę. Może dlatego w głowie mi
bezeceństwa – przekonacie się dalej. Kto chciałby je opublikować? Chwała
internetowi (jak w kolędzie).]
Okazało się, że promieniowanie tła (to reliktowe) wykazuje cechy
promieniowania ciała doskonale czarnego o temperaturze 2,73K. W
naszym grubym oszacowaniu otrzymaliśmy długość fali o jeden rząd dziesiętny wiekszą, choć w
dalszym ciągu chodzi o promieniowanie mikrofalowe (wykorzystaliśmy
proporcję długości fali i promieni Wszechświata - z niej wychodziliśmy w naszych oszacowaniach).
Ale to było przecież obliczenie na poziomei licealnym, nie uwzględniające innych czynników. Przecież termodynamika fenomenologiczna, to nie wszystko. To by mogło mimo wszystko potwierdzać słuszność samego podejścia.
Ale to było przecież obliczenie na poziomei licealnym, nie uwzględniające innych czynników. Przecież termodynamika fenomenologiczna, to nie wszystko. To by mogło mimo wszystko potwierdzać słuszność samego podejścia.
Co zaskakujące, promieniowanie to jest izotropowe pomimo, że z wyglądu
Wszechświat wcale nie jest jednorodny. Niedawno odkryto bowiem rozległe
obszary, w których koncentracja galaktyk przekracza znacznie średnią. Jeden z nich
nazwano Wielką Ścianą. Odkryto także obszary, o
ktorych istnieniu świadczyłby intensywny, ukierunkowany ruch galaktyk, choć nie
są widoczne, jak na przykład Wielki Atraktor*. Wielkoskalowe
obiekty tego typu wywierają przemożny wpływ na zachowanie się galaktyk. Stwierdzono na
przykład, że Galaktyka (nasza) porusza się z nadspodziewanie dużą prękością 600
km/s w kierunku Wielkiego Atraktora. Okazało się, że obszary wyjątkowo
zagęszczone rozdzielone są przez nie mniej rozległe, rzędu setek milionów lat
świetlnych, przestrzenie zdawałoby się puste. Badania z pomocą teleskopu Hubble'a (w pierwszych
latach tego wieku) ukazują Wszechświat jako coś w rodzaju piany mydlanej, przy
czym kondensacje galaktyk na obrzeżach „bąbli”, co ciekawe, pokrywają się
przestrzennie z kondensacją materii ciemnej, o której obecności świadczyłby
efekt soczewkowania grawitacyjnego. Wskazuje to na konkretny kierunek badań nad
genezą galaktyk. Poświęciłem temu odrębny esej. Porównanie to (piana) dość
często powraca w książkach poświęconych kosmologii. Jak to wszystko pogodzić z
jednorodnością i izotropowością promieniowania reliktowego? Oto jest pytanie. I
nad tym jeszcze podumamy.
Należało więc zbadać jeszcze dokładniej to promieniowanie. Zadanie to
powierzono satelicie COBE (Cosmic Background Explorer), wysłanemu na
orbitę okołoziemską w listopadzie 1989 roku. Badania te przeprowadzono
powtórnie (jeszcze bardziej precyzyjne) dzięki sondzie WMAP (Wilkinson
Microwave Anisotropy Probe), wyniesionej na orbitę o specjalnej trajektorii:
Orbita Lissajous wokół punktu libracyjnego L2 układu Zemia-Słońce, przez
rakietę delta 2 w czerwcu 2001 roku. Okazało się, że jednorodność
promieniowania reliktowego nie jest absolutna. Oznacza to, że już wtedy, gdy
uwolniło się ono od materii substancjalnej (jakieś pół miliona lat po wybuchu),
miało temperaturę nie w stu procentach jednakową we wszystkich miejscach. Chyba
nie jest to aż tak dziwne zważywszy na to, że proces separacji promieniowania
od materii substancjalnej był rozciągnięty w czasie (300 tys. do 700 tys. lat).
„Dlaczego był rozciągnięty?” Można zapytać. Można przypuszczać, że ta (wykryta
przez satelitę) drobna, zdawałoby się nieistotna, anizotropowość
promieniowania, tłumaczy zadziwiający fakt niejednorodności występowania
obiektów galaktycznych. Czy rzeczywiście? Może chodzi tu tylko o zbieżność
faktów posiadających wspólne źródło? Dlaczego ta anizotropowość promieniowania
jest tak znikoma w porównaniu z niejednorodnością wielkoskalową obiektów
masywnych? Czy tylko dlatego, gdyż promieniowanie (liczba fotonów) stanowi
ogromną przewagę nad liczbą cząstek masywnych (miliard razy więcej, niż
barionów)?
*) Zaintetresowanych namawiam do lektury interesującego artykułu
przeglądowego: ,,A Map of the Universe” by
J.Richard Gott, Mario Jurić, David Shlegel, Fiona Hoyle, Michael Vogeley, Max
Tegmark, Neta Bahcal, Jon Brinkmann. Praca ukazała się w Astrophysical Journal (Gott et al.,
2005, ApJ, 624, 463)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz