Ogłoszenie
ogólnej teorii względności w roku 1915, a w szczególności jej potwierdzenie
(perihelium Merkurego i odchylenie biegu światła w polu grawitacyjnym), stanowiło
silny bodziec do podjęcia próby zastosowania jej w kosmologii. Zrobił to
Einstein już w roku 1917. Przede wszystkim zauważył, że wbrew ówczesnym
poglądom, sądząc po wymowie równań jego teorii, Wszechświat powinien bądź
rozszerzać się, bądź kurczyc. By zachować Wszechświat statycznym, wprowadził
więc do równań człon, który nazwał stałą kosmologiczną. Dziś stała ta robi oszałamiającą karierę pomimo, że niedługo po tym nazwał on ten
zabieg swą największą pomyłką. Moim więcej niż
skromnym zdaniem, nie
mylił się (przyznajac się do pomyłki). Wszak Wszechświat nie jest statyczny.
W roku 1922 Aleksander Friedmann (Rosja)
znalazł nowe rozwiązania równań ogólnej teorii względności, mające modelować
Wszechświat, nowe w związku z tym, że nie uwzględnił już stałej kosmologicznej.
Z równań tych wynika możliwość rozwoju Wszechświata ekspandującego (być może
nawet realnego) zgodnie z jednym z trzech modeli, w zależności nie tyle od jego
masy, co średniej gęstości. Po odkryciu Hubble’a (1929), uznał Einstein
ostatecznie wprowadzenie stałej kosmologicznej za błąd i przyjął friedmanowskie
rozwiązania równań pola za słuszniejsze. Przebieg rozwoju Wszechświata według
trzech wspomnianych modeli znaleźć można z łatwością w różnych źródłach. Tu przedstawię rzecz w
sposób skrótowy. Do zagadnień tych wrócimy w innym miejscu, w kontekście innych
rozważań i z uwzględnieniem prostych środków matematycznych.
Równanie Friedmanna jest chyba najważniejszym równaniem
stanowiącym podstawę dla kosmologii bazującej na OTW. Nie będę tu niczego
rozwijał, bo o wszystkim poczytać można w innych źródłach. Piszę o tym dla
konfrontacji z innym zgoła podejściem do spraw. Zgodnie z teorią, to, jak
rozwija się Wszechświat, zależy od jego średniej gęstości. Oto trzy modele friedmannowskie, trzy możliwe opcje rozwoju
Wszechświata: model zamknięty, krytyczny i otwarty.
Jeśli gęstość średnia Wszechświata (a więc i jego zawartość
materialna) jest odpowiednio duża (model zamknięty) – po pewnym skończonym
czasie ekspansja powinna zatrzymać się, a następnie przejść w kontrakcję
(zapadanie się, kolaps) – ku osobliwości, od której wszystko się (ponoć)
zaczęło. Warto przy tej okazji zauważyć, że gdyby
ten właśnie model (zamknięty) był zbieżny z wynikami obserwacji, pojawiłby się
problem maksymalnych rozmiarów Wszechświata i czasu potrzebnego do ich
osiągnięcia, a także problem czasu istnienia Wszechświata. A co potem? Czy znów
czas miałby przestać istnieć? Lepszą opcją byłby Wszechświat oscylujący
pomiędzy dwoma „zerami” (w minimum objętości). I tę opcję brano pod uwagę. Dziś mówi się o oscylacji z
odbiciem. To by nawet było podobne do
preferowanego tu modelu. Tylko podobne, gdyż tutaj nie chodzi o
zakrzywioną (w wystarczającym stopniu) przestrzeń, a o faktyczny ruch obiektów,
stanowiący o wzroście (aktualnym) rozmiarów przestrzennych Wszechświata, przy
tym sama przestrzeń jest płaska, euklidesowa, a nie zakrzywiona.
Jeśli średnia gęstość jest zbyt mała (model otwarty), to
Wszechświat ekspandować będzie wiecznie, gdyż grawitacja jego jest zbyt słaba,
by ekspansję zatrzymać. Mamy nieograniczone czasowo rozszerzanie się. Właśnie
ten model jest dziś preferowany, w szczególności za sprawą ciemnej energii. A
jeśli ta nie istnieje?...
Granicę między tymi dwiema opcjami stanowi model krytyczny.
Od strony matematycznej, to bardzo cienka nić, na której ważą się losy
balansującego Wszechświata. Wprost nieprawdopodobne, by Wszechświat rozwijał
się według modelu krytycznego. To ma być tylko teoretyczna granica między
dwiema opcjami. Więcej o tym będzie dalej.
Model krytyczny stanowi granicę między otwartym, a zamkniętym. Sądząc po
tym, że matematycznie jest to granica punktowa, krytyczny rozwój Wszechświata
jest właściwie czymś nieprawdopodobnym lub też, (Uwaga!) rozwój „krytyczny”
jest jedyną możliwą opcją, nie jest więc
wcale krytyczna. Pozwalam sobie na taki właśnie sąd,
choć zgodnie z modelem krytycznym Wszechświat miałby rozszerzać
się ku nieskończoności, przy tym byłoby
to, dość problematyczne, balansowanie na linie o zerowej
grubości. Zgodnie z tym modelem, tylko w tych warunkach przestrzeń Wszechświata
jest płaska (euklidesowa), na co wskazują obserwacje. Ja jednak
doszedłem do przekonania, że Wszechświat oscyluje pomimo
immmanentnej płaskości (według teorii Friedmanna ewentualne oscylacje
zarezerwowane są wyłącznie dla modelu zamknietego, a nie krytycznego). Chodzi
więc nie tyle o krytyczność, co po prostu o to, że przestrzeń Wszechświata jest
płaska. Tak się składa, że także model krytyczny zakłada
płaskość, ale jest to płaskość niemożliwa do utrzymania (balansowanie) – tak
pojawił się tak zwany problem płaskości. To jeden z dwóch
problemów kosmologii nie rozwiązalny na bazie równania Friedmanna. W
moim modelowaniu problem ten po prostu nie istnieje.
Drugim jest problem horyzontu. Rozwiążemy go w innym miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz