Z odkrytej przez
Hubble’a, a przez nas przewidzianej, proporcjonalności prędkości względnej i
odległości wynika to, że gdybyśmy „cofnęli film”, stwierdzilibyśmy, że
Wszechświat kurczy się, a wszystkie ciała niebieskie, wszystkie galaktyki,
zbliżają się wzajemnie, by w końcu stać się w jednej chwili punktem, a
właściwie kroplą, by konsekwentnie wykluczać osobliwość. Swoją drogą nawet
kropelka wielkości kilometra byłaby czymś bardzo osobliwym w porównaniu z
ogromem tego, co doświadczamy patrząc w niebo. To tak, jak Arystarch z Samos (310 – 230 p.n.e) do punktu przyrównywał
Układ Słoneczny w porównaniu z odległością „gwiazd stałych”. Wszechświat ma
więc swój początek: Wielki Wybuch. Fred Hoyle (szyderczo, gdyż był jednym z twórców teorii stanu
stacjonarnego) nazwał to: „Big Bang”. W skrócie często pisze się BB lub WW. Czy to
absolutny początek? Sądzę i nie jestem w tym sądzie
odosobniony, że to raczej wyróżniony momemt nieprzerwanej oscylacji.
Czy faktycznie musimy się kiedyś spotkać? Czy „film” się
kiedyś odwróci? Czy rozwój Wszechświata może mieć charakter cykliczny? Sugestia
taka pojawiła się już w początkach naszych rozważań
nad zasadą kosmologiczną, m. in. we fragmencie: „Sama
zmienność sugerowałaby przy tym bądź istnienie absolutnego początku (kiedyś w
przeszłości) lub dążenie, od nieskończonego dawna ku ostatecznemu końcowi,
sprowadzającemu się do punktu lub też... cykliczność zmian. Co lepsze?”
Nie licząc się z tym zauważmy, że jeśli Wszechświat rozszerza się w
nieskończoność, prędkość względna galaktyk może wzrastać (przyśpieszenie), być
stała, a nawet maleć stopniowo, choć asymptotycznie do zera (zatrzyma się w
nieskończoności). Czy zatem nie istnieje szansa odwrócenia kierunku, szansa na
powrót Wszechświata do ,,punktu wyjścia”, na to, by jego rozwój miał charakter
cykliczny? Tę właśnie opcję preferuje jakaś wewnętrzna potrzeba, nie tylko moja. Czy
słusznie? Jak się to ma do postulatu o stałości prędkości względnych? A może,
by to odwrócenie kierunku nastąpiło, prędkość powinna maleć odpowiednio szybko?
Maleć??? A jeśli już maleje, to co z
horyzontem? Gdzie horyzont, a gdzie galaktyki? Horyzont powinien być w tej
sytuacji znacznie dalej, niż najdalsze kwazary. „Strefa ciszy”? To chyba
niekoherentne. Na co wskazuje obserwacja? Na to, że te najdalsze dostrzegalne
obiekty są dosyć blisko horyzontu, to znaczy, ich prędkość radialna jest dość
bliska prędkości światła. Czy to odpowiedź na powyższe pytania? To raczej ich
pogłębienie. To tylko część pytań, na które spróbujemy (przynajmniej na część z
nich) odpowiedzieć, by... tym sprowokować następną lawinę pytań, a dzięki ich
zawartości znów uchylić rąbka tej odwiecznej tajemnicy. Nauka rozwija się, gdy
pytania górują nad odpowiedziami. A dziś? Chyba jest odwrotnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz