Mamy za sobą
elementarny wstęp do kosmologii, do nowej kosmologii. Chodzi o podstawowe dane, niezależnie od
tego, w jakim stopniu akceptowana jest przedstawiona tu ich interpretacja. Już podczas omawiania tych podstawowwych zagadnień,
w niektórych komentarzach do moich wpisłów na FB pojawił się motyw masy Wszechświata. Nie było to dla mnie zbyt
dużą niespodzianką. To naturalne, że i tym
należy się zająć. Jednak dziś o masie Wszechświata raczej się
nie mówi. Dlaczego? A może jednak
warto? Wejdźmy w ten temat.
Jak to jest z masą Wszechświata?
Jedną z konkluzji już w początkach
naszych rozważań kosmologicznych było stwierdzenie, że Wszechświat
obserwowalny, ograniczony przez horyzont hubblowski, stanowi absolutną
wszystkość. Dość ważki argument na rzecz tej tezy podałem w poście poprzednim. Wracać do niej będziemy wielokrotnie. Prowadzi to do wniosku
o ograniczoności ilościowej Wszechświata, a nawet do konkluzji, że niezmienna
jest też jego zawartość substancjalna, pomimo mnogości zachodzacych w niej
przemian. Ten ostatni wniosek właściwie nie powinien zaskakiwać w kontekście
treści poprzednich postów. Niezależnie od
tego, także przyjęcie koncepcji Wielkiego Wybuchu, najbardziej dziś
uzasadnione, pociąga za sobą możliwość, jeśli nie konieczność (nie zawsze
uświadamianą), akceptacji takiego właśnie podejścia. Wszak, jeśli coś wybuchło,
nie może być nieograniczone ilościowo. Jakoś na to nie zwraca się uwagi. Bo to
oczywiste? Wcale nie jestem pewien tej oczywistości.
Już potwierdzenie przewidywań (ilościowych) dotyczące promieniowania
reliktowego (uczyniliśmy to w trzecim cyklu), świadczy o tym, że obserwowany Wszechświat jest wszystkością, a jego aktualne
rozmiary określa wartość współczynnika H i oczywiście wielkość inwariantu c. W
związku z tym, że Wszechświat jest ograniczony ilościowo, określanie masy
Wszechświata ma więc jakiś sens, bo jest możliwe. Nie miałoby sensu, gdyby
Wszechświat był nieskończony lub jego rozmiary były nieokreślone, a także gdyby
była nieokreślona jego zawartość materialna. Wówczas parametr gęstości (Ω) byłby jedynym
sensownym parametrem informującym o zawartości materialnej Wszechświata, a w związku z tym, o ewentualnym kierunku jego ewolucji.
Dziś o jego masie właściwie nie mówi się. O czym to świadczy? Chyba o tym, że,
z jednej strony nie udało się na bazie dotychczasowych (w dalszym ciągu
obowiązujących) poglądów określić jednoznacznie rozmiarów pełnych Wszechświata
[Domniemana średnica 92 miliardów lat świetlnych, to rezultat koncepcji, a nie
pomiaru, koncepcji, która okazać się może niewypałem; chodzi o tzw. współrzędne
współporuszające się w związku z autonomicznością ekspandującej przestrzeni.];
z drugiej zaś, intuicyjnie, może podświadomie, w dalszym ciągu, odbiera
się Wszechświat jako byt nieskończony (lub coś w tym rodzaju) – pomimo
prawie stu lat rozwoju nauki i dzisiejszego przekonania o istnieniu ewolucji
Wszechświata, pomimo deklaracji o jego zmienności. Czy coś
nieskończonego może być zmienne?
Nie mówi się więc dziś w zasadzie o masie Wszechświata. Jej określenie
na podstawie obserwacji byłoby syzyfową pracą. Po prostu „nie wszystko można
zobaczyć”. Poza tym ekstensywność* masy wobec dociekań siłą rzeczy bazujących
na obserwacji (bez możliwości przeprowadzenia eksperymentu), nie stanowi bazy
dla uogólnień, dla uzyskania obrazu całościowego. Z tego powodu, i na tym
etapie słusznie, kosmologia współczesna posługuje się intensywnym* parametrem
gęstości. Dla przypomnienia, równy on jest stosunkowi gęstości średniej
Wszechświata do jego gęstości krytycznej.
A jednak, jeśli rezygnujemy z OTW i z równania Friedmanna (warto
sprawdzić tę ewentualność, jeśli istnieje), to w myśl konkluzji, do jakich
doszliśmy już w artykułach poprzednich, również stosowanie pojęcia gęstości
krytycznej jest jakby anachronizmem. Dla nas właściwie nie istnieje, a gęstość
(średnia) Wszechświata, to przecież jedyna gęstość istniejąca, dlatego trudno
nazywać ją krytyczną. W tej sytuacji parametr gęstości Ω = 1, a jego przydatność w
kosmologii maleje do zera – wszak z obserwacji wynika, że geometria
Wszechświata jest płaska. Co więc pozostaje? Oczywiście masa (Bo cóż innego?),
pod warunkiem, że rzeczywiście można określić globalną zawartość materialną
Wszechświata. Czy można? Już sądząc po dotychczasowych rozważaniach, możliwości takiej wykluczyć nie można. Spróbujemy więc
możliwość tę przetestować.
Zajmiemy się
więc masą. Tym stworzymy bazę dla przemyśleń i konkluzji wykraczających poza
standard, konkluzji falsyfikowalnych, a nawet antycypujących efekty zgodne z
obserwacją. Mimo wszystko to nie Wielka Nowa Teoria, a tylko i
wyłącznie testowanie określonej koncepcji, która nie pojawiłaby się, gdyby
wszystko w dzisiejszej kosmologii i astrofizyce było OK. A nie jest. W
odniesieniu do „masy Wszechświata”, zasadność pójścia tą inną drogą sygnalizowałem
już wcześniej, przy tym potwierdzają tę zasadność wyniki poniższych dociekań – chyba dość
zachęcające... (czy) do odrzucenia, kategorycznego i bez uzasadnień...(?).
I jeszcze jedno. Poniżej przedstawię rozumowanie, logiczny ciąg zdań. To
jednak nie gwaratuje, że wszystkie konkluzje będą pewnikami. Nie jest łatwo,
szczególnie tu, ustrzec się pułapek logicznych. Z tego powodu, pojawiające się
w biegu spekulacje i hipotezy powinny być zweryfikowane. Na tym etapie nie
wszystko jest zamknięte. Stokrotne dzięki tym, którzy dostrzegą opcje, których
nie odkryłem, opcje czyniące rzecz jeszcze bardziej spójną. Swoją drogą,
oddzielmy rzeczy zasadnicze od szczegółów, które dalej okażą się nie
najistotniejsze. Ważny jest przecież punkt wyjścia i ostateczne wnioski, oby
konsystentne z wynikami badań.
*) Parametry ekstensywne – proporcjonalne do ilości
materii w układzie, np. masa, objętość. Parametry intensywne –
niezależne od ilości materii w układzie: temperatura, ciśnienie, gęstość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz