Pojęcie energii potencjalnej układu
dwóch ciał znane jest powszechnie, a jego definicja jest ścisła i jednoznaczna.
Jednakże gdy mowa o energii potencjalnej Wszechświata mówienie o jakichś
ciałach nie ma sensu. Zresztą mija się też z celem poszukiwanie konkretnej
wartości łącznej masy wszystkich obiektów Wszechświata. Także z tego powodu w piątym poście wprowadziłem pojęcie Umownej
Masy Wszechświata (UMW). Podobnie rzecz się ma z energią potencjalną. Do
wyrażenia jej użyć trzeba będzie więc właśnie UMW. Dodatkowo, w
układzie (na przykład) dwóch ciał energia ta zależy od odległości, jest funkcją
ich wzajemnego położenia. Co do Wszechświata, jedynym uniwersalnym parametrem
przestrzennym jest wielkość promienia grawitacyjno-hubblowskiego. Tak więc
należałoby w kontekście naszych rozważań przedstawić (jeszcze nie zdefiniować
ilościowo) Energię Potencjalną Wszechświata, traktując ją jako globalny
parametr, którego wartość jest funkcją uniwersalnego czasu Wszechświata (bo rozmiary jego rosną z czasem). [W poprzednim poście wyjaśniłem dlaczego wolno mi rozważać
energię potencjalną.]
Bazą ideologiczną dla takiego właśnie
pojmowania spraw jest głębokie przekonanie (między innymi moje), że Wszechświat
miał swój początek (choćby w sensie rozpoczęcia nowego cyklu), że był to
początek wspólny dla wszystkich elementów jego struktury, że wszystkie
obiekty łączy wspólna historia. Z tym ostatnim zgadzają się chyba wszyscy. Przy tym,
Wszechświat jest integralną całością. W związku z jego rozszerzaniem się i
nieprzerwanym wzrostem globalnej energii potencjalnej, wzrasta także
globalna masa (maleje jej niedobór). Można to zapisać następująco:
zgodnie ze
słynnym wzorem Einsteina (E = mc2). Tym razem wzrost masy pozostaje
w bezpośrednim związku ze wzrostem rozmiarów, bo przecież przyrost energii
potencjalnej jest ogólnie uwarunkowany zmianą położenia (klasyczny przykład
szkolny stanowi podrzucanie ciał do góry). Być może wpadliśmy na właściwy trop.
Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na to, że ten sukcesywny wzrost masy
Wszechświata zachowuje jego stan, czyli zapewnia (stwierdzoną obserwacyjnie)
„krytyczność” rozwoju niejako w naturze rzeczy, czyniąc parametr
gęstości Ω = 1 jakby stałą
uniwersalną (albo rzeczą, która stała się zbędną). Warto zapamiętać to zdanie, nawet
jako bazę dla przemyśleń w kontynuacji lektury. To roztacza przed nami nowe
horyzonty do dalszych rozważań (nie wyłączając z tego horyzontu
zdarzeń), choć oczywiście nie uwalnia nas od „problemów wzrostu”, przeciwnie. Z
pomysłem rosnącej masy Wszechświata, w dodatku rosnącej w sposób przedstawiony
tu, nie zetknąłem się w źródłach pisanych, stanowiących bazę standardową dla
powszechnej świadomości poznawczej (tym gorzej dla
mnie).
„Kosmologia naiwna”? Energia potencjalna,
niedobór masy grawitacyjnej? Co jeszcze? Współczesna kosmologia wprost nie
koncentruje swych wysiłków na masie (a tym bardziej na energii), z wiadomych
już powodów. Czyżbym się aż tak strasznie mylił? A jednak wnioski wynikające z
przyjęcia tej koncepcji prowadzą dość daleko, do niekonwencjonalnego, acz
spójnego, modelu Wszechświata wraz z jego początkiem (!), modelu generującego
antycypacje zbieżne z wynikami obserwacji. A to przecież najważniejsze.
Zauważymy to dalej. W tym kontekście modele zbudowane na równaniach
Einsteina-Friedmanna zyskują być może inny sens praktyczny (na przykład historyczno-edukacyjny). Czy pomysł (ze wzrostem
masy, zsynchronizowanym ze wzrostem globalnej energii potencjalnej) ma naprawdę
szansę być słusznym? Czy szansę tę zaprzepaści jego odrzucenie na bazie nawyków
myślowych obowiązujących dziś? W każdym razie (i na razie) spójny jest ten
pomysł z przedstawionym tutaj (to znaczy w moich pracach) dość specyficznym traktowaniem
grawitacji.
Reasumując stwiedzić możemy, że masa
grawitacyjna Wszechświata (zgodnie z zasygnalizowaną tu koncepcją) stopniowo
wzrasta wzrostem jego globalnej energii potencjalnej. Maleje tym deficyt masy
Wszechświata. Zgodnie z dzisiejszym sądem, jego ekspansja naturalnie
stopniowo ulega spowolnieniu, a po niedawnych odkryciach, że coś ją
przyśpiesza. [Chodzi jednak (zgodnie z tym sądem)
nie tyle o zmianę prędkości względnych, co o zmianę krzywizny przestrzeni w
powiązaniu ze wzrostem czynnika skali.] W tym sensie maleje (lub wzrasta) tempo
ekspansji. Nie uwzględniając ciemnej energii porównuje się to ze zwalnianiem
podrzuconego do góry ciała, pomimo, że w przykładzie tym mamy do czynienia z ruchem jako
takim. Wobec Wszechświata przestrzeń, a wobec ciał faktyczny ruch...
Upoglądowienie niezbyt trafione. Ruch, czy też zmiana zakrzywienia
czasoprzestrzeni? Jak widać, w tradycyjnym podejściu (i w przykładzie z
podrzuconym ciałem) mamy równocześnie dwa diametralnie różne podejścia (ruch
faktyczny + zakrzywiona czasoprzestrzeń ze zmianami czynnika skali, w
odniesieniu do Wszechświata jako całości)).
Niekonsekwencja? Ale to tylko tak dla upoglądowienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz