A co z horyzontem
łącznościowym? Ten chyba zejdzie ze sceny, choć dziś właśnie on gra główną
rolę. Można go zdefiniować następująco: To największa odległość, z jakiej mogą
do nas dotrzeć dziś fotony informując nas łaskawie o obecności gdzieś tam, czegoś
tam. Definicja ta jest jak najbardziej słuszna jeśli Wszechświat jest
nieskończony (w dodatku statyczny) i oczywiście nigdy Mu się nie wybuchło.
Zauważmy, że tuż powyżej zapostulowana równość
promieni, przy głębszym zastanowieniu nie powinna być jakąś szczególną
nowością, nie powinna nawet zaskakiwać. Jest wprost rzeczą naturalną. Przecież
prędkość ucieczki z czarnej dziury równa jest c, tyle samo, co kres górny
prędkości względnej obiektów mających znaczenie kosmologiczne (prawo Hubble’a). I nie ważne gdzie znajduje się obserwator... Jak widać równość ta spójna jest nawet
z zasadą kosmologiczną. Zatem powyższym postulatem, wbrew
początkowym wahaniom, nie podjąłem zbyt wielkiego ryzyka. To tylko mały kapiszon w porównaniu z beczką prochu na której siedzę. Swoją drogą jak to się stało, że nie zauważono tego
wcześniej? [Może zauważono, ale rzecz nie mieściła się w systemie. Potrzebny
był chłopczyk w tłumie podziwającym wspaniałe szaty króla.]
Winne
zakrzywienie przestrzeni i to, że także w związku z tym, rozważanie masy
Wszechświata, jako takiej, „nie ma sensu”. Człowiek, to istota na wpół ślepa.
Widzi przede wszystkim to, co chce widzieć. Ja też nie od razu tę rzecz
dostrzegłem (jako człowiek). Swoją drogą, było mi łatwiej, gdyż
jakoś patrzę na sprawy nieco inaczej. Po prostu, coś zostało we mnie z belfra.
Ale wtedy, gdy nim byłem, nie było ze mną łatwo. Zapytajcie
moich byłych uczniów. Ze studentami inna historia.
I tu pojawia się wątpliwość dotycząca naszego oszacowania masy
Wszechświata. Przecież liczba gwiazd świecących i galaktyk, w różnych epokach
była i będzie inna. Oszacowanie nasze trąci więc naiwnością. Chcemy przecież
poznać cechy Wszechświata niezmiennicze, uniwersalne i niezależne od tego,
kiedy je badamy (pomijając okoliczności szczególne, na przykład same początki
ekspansji). Nasz czas przecież nie jest wyjątkowy. Jak pogodzić to z
fantastyczną zbieżnością choćby wielkości promieni hubblowskiego z grawitacyjnym,
wyznaczonym na podstawie zliczenia gwiazd i galaktyk, zbieżnościa, która,
sądzić można, ma charakter uniwersalny? Tu warto powrócić do refleksji
kończącej post trzeci, a dotyczacej
termodynamicznego składnika łącznej energii.
Sądzę, przynajmniej w tej chwili, że nie
bacząc na te niepewności, można równość promieni uznać za odkrycie, uznać za
faktor pierwotny, wprost niezależny od tego, co aktualnie widzimy. Powiem więcej, równość ta stanowi nawet bazę dla wyznaczenia
(ścisłego) masy Wszechświata. Ale to jeszcze nie
wszystko. Na prawdziwą bombę trzeba jeszcze zaczekać. Cierpliwości.
Przypadek?
Jeśli już, to nie odosobniony. Przyroda pomaga odważnym. Pomogła na przykład
Hubble'owi, który ogłosił swoje prawo bazując na znikomej liczbie danych –
kilkunastu galaktyk. To był naprawdę wynik nie wystarczający na to, by
spostrzeżenie ogłosić jako prawo. Podjął ryzyko
przekonany o swej racji. To samo robię ja. Oczywiście przykład nie jest
żadnym dowodem. Co pewne, to w każdym przypadku, „dkrywcze spostrzeżenie”
weryfikwane zostaje przez życie. Jak się niebawem okaże, równość promieni
prowadzi do wyników konsystentnych ze znanymi ustaleniami (nie moimi).
Jak się za chwilkę przekonamy, równość
promieni Wszechświata: grawitacyjnego i hubblowskiego, zapostulowana przed
chwilą, implikuje inne podejście do zagadnienia masy Wszechświata. Masa materii
świecącej, w związku z niemożnością jej pełnego oszacowania, jest właściwie
pojęciem pomocniczym. Warto jednak zaznaczyć, że właśnie jej wstępne oszacowanie
doprowadziło do spostrzeżenia, które nawet zyskało rangę postulatu. Poniżej
wyrazimy masę Wszechświata jako wielkość wynikającą wprost z zapostulowanej
równości, nie paprając się w niepewnych pomiarach bazujących na obserwacji,
między innymi pomni przemyśleń powyżej. To dobrze, gdy dane uzyskane z badań
dotyczacych układów lokalnych, pozwalają na wnioskowanie dotyczące cech
globalnych, pozwalają na weryfikowalne uogólnienia.
Możemy więc połączyć wzór: v = Hr ...→ c = HR, wyrażający prawo Hubble’a ze wzorem (1) na
promień grawityjny. Otrzymujemy:
Konkretne
obliczenia, jakie przeprowadzimy opierając się na tym, pozwolą nam roztrzygnąć,
czy rzeczywiście w tym coś jest, czy też to tylko przypadek (albo jeszcze jedno moje
wariactwo). Oto co otrzymujemy:
Tak
zdefiniowana masa Wszechświata nie ma nic wspólnego ze zliczeniami galaktyk,
czy też z zawartością deuteru. W tym momencie nie wnikamy też w to, co składa się na tę masę.
Nazwijmy więc ją Umowną Masą Wszechświata (UMW) lub z angielska: Contractual
Mass of Universe (CMU). Od tego momentu, mówiąc o masie Wszechświata,
mam na myśli właśnie tę Umowną. Dodatkowo zwróćmy uwagę na to, że mowa o masie
grawitacyjnej, która z upływem czasu, sądząc po wzorze (2)... Ale nie
uprzedzajmy faktów.
Przeprowadzimy teraz obliczenie, dające
odpowiedź na pytanie: „Jakiej masie odpowiadają rozmiary Wszechświata,
wyliczone z przyjętej przez nas wartości współczynnika H (20)?” Stosując wzór
(2) otrzymujemy: M = 0,957·1053kg. Obliczcie to sami (nie zapominając
o jednostkach). Przypominam, że wartość współczynnika H szacowana jest na
podstawie danych obserwacyjnych. Otrzymane przez nas wyniki bardzo dobrze
pasują do masy Wszechświata oszacowanej przez nas na początku. Gdybyśmy
przyjęli wartość stałej H za 17,5 (środek przedziału wartości współczynnika H,
uznanych za możliwe), otrzymalibyśmy: 1,085·1053kg. Jak widać,
dokładna wartość współczynnika H, jak na razie, nie jest sprawą krytyczną, nie
ma znaczenia wobec sedna sprawy. Jaki wniosek z tego wszystkiego? Otóż ten, że znajdujemy
się wewnątrz czarnej dziury! [By nie było
nieporozumień, nie jest to wcale
mój wynalazek.] Żyjemy, nawet odkrywamy to! (I nic nas nie rozrywa na
strzępy jak w niedobrej czarnej dziurze z osobliwością. Właściwie mogliśmy to
dawno przewidzieć. Zatem reasumując możemy stwierdzić rzecz następującą.
Wszechświat rozszerza się (to już wiadomo z obserwacji), a rozmiary jego wyznacza
promień Schwrzschilda (zależny od masy); zrozumiałe, że jeśli dziś, to w każdym
czasie, bo nasz czas wcale nie jest wyjątkowy. Co stąd wynika? Wynika,
że...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz