czwartek, 13 września 2018

Friedmannowskie modele kosmologiczne 2


     A jeśli już krytyczny, to co wtedy z pozostałymi dwoma modelami? Jak widać mamy nowy powod do zastanowień, tym bardziej, że sam „start” Wielkiego Wybuchu nie jest przewidywany przez ogólną teorię względności. Energia próżni, inflacja, to inny paragraf. Sprawami początków Wszechświata zajmę się później. Może doczekacie się. 
    Modele friedmannowskie zakładają, że tempo ekspansji zmniejsza się, w analogii do ciała podrzuconego do góry – zmniejsza się jego prędkość. Chodzi tu jednak o zmiany krzywizny przestrzeni, jaką tworzyć ma Wszechświat. Tempo ekspansji H jest tu zasadniczym parametrem. Jednakże w tej pracy nie mniej ważna jest względna prędkość, prędkość stała dla określonej pary obiektów, prędkość faktycznego ruchu galaktyk (a nie zmiany czynnika skali), której kresem górnym jest oczywiście prędkość niezmiennicza c. To właśnie prędkość ekspansji Wszechświata.  Mowa o stałej prędkości względnej (w stosunku do c) pomimo, że Wszechświat ma także oscylować. Jakżesz to? Zobaczymy później, choć już coś zdążyłem wcześniej wypaplać. Do dyskusji na ten temat jeszcze wrócimy, bogatsi o nowe konkluzje. 
   Trzy wspomniane modele będące rozwiązaniami równań pola Einsteina-Friedmanna stanowią do dziś podstawę kosmologii (pomijając zastrzyk heurezy za sprawą stałej kosmologicznej i ciemnej energii). To, jak realny Wszechświat rozwija się, co „nas” czeka, zgodnie z friedmannowskim modelem, zależy od jego gęstości średniej, której stosunek do gęstości krytycznej nazwano parametrem gęstości Ω.
Dlaczego nie uzależnia się od masy? Otóż masa jest wielkością ekstensywną, czyli zależną od wielkości układu. Przy założeniu, że Wszechświat jest nieskończony (lub, że nie jest widoczny w całości – zgodnie z dzisiejszym widzeniem spraw), „masa Wszechświata” jest czymś nieokreślonym. Dlatego właśnie stosuje się wielkość intensywną, czyli niezależną od ilościowej zawartości, w naszym przypadku – gęstość średnią. Jednakże jeśli przyjmujemy, że to, co dane jest obserwacji jest Wszystkością, rozważania nad masą Wszechświata mają sens, a nawet prowadzą do ciekawych wniosków o sporym potencjale heurezy. Przekonamy się o tym dalej.
     Zatem, okazuje się, wskazują na to wyniki obserwacji, że realny Wszechświat ewoluuje (najprawdopodobniej) zgodnie z modelem krytycznym (Ω = 1). Mówi się też, tak dla pewności, że rozwój Wszechświata jest „bardzo bliski krytycznemu”. Ja jednak twierdzę, że chodzi nie tyle o przybliżoną krytyczność (już powyżej zauważyłem, że nie chodzi o pomiar), co o płaskość immanentną przestrzeni Wszechświata. Krytyczność pozostała w tyle razem z Friedmannem.
    Wcale nie znaczy to, że zawsze z Wszechświatem tak będzie. Kto wie, może ewolucja Wszechświata przebiega tak, że wszystkie trzy modele są w niej reprezentowane i stanowią określone jej etapy? Wrócimy jeszcze do tego przypuszczenia, nie koniecznie by je poprzeć.
   Jak wiadomo, po siedmiu latach od opublikowania przełomowej pracy Friedmanna, Hubble dokonał swego odkrycia. Z równań OTW wynika zmienność (stopniowe malenie) tempa ekspansji. Czy to raptem nie przeczy odkryciu Hubble'a? Otóż nie, gdyż teoria Friedmanna zajmuje się dynamiką Wszechświata, zmianami jego stanu, natomiast prawo Hubble'a odnosi się do przestrzeni w określonym momencie obserwacji.
     W ciągu krótkiego czasu, jeszcze w latach dwudziestych, namnożyło się sporo modeli Wszechświata, bazujących na ogólnej teorii względności. Stanowiły one doskonałą bazę intelektualną i heurystyczną dla odkryć, które przyszły potem. Najwcześniejszym było odkrycie Hubble’a. Modele, którym poświęcony jest ten rozdział nie straciły na aktualności, nawet uwzględniane są przez najbardziej współczesne teorie. Innym modelom poświęcam w swej pracy niewiele miejsca, gdyż na ogół nie korespondują z prezentowaną tu koncepcją, a poza tym mają tylko znaczenie historyczne. Co innego modele Friedmanna, pomimo, że „ideologicznie” nie w pełni pasują do mojej wizji świata. Przedstawiłem je między innymi po to, by uwypuklić swe zapatrywania, a także niedostatki tej teorii. W latach dwudziestych ub. wieku friedmannowskie modelowanie Wszechświata zapoczątkowało bardzo ważny etap rozwoju wiedzy kosmologicznej. Niestety, od tego czasu tylko drepczemy w miejscu, a gdy pojawia się jakaś nisza dla badań (ostatnio struny, ciemna energia, no i pętlowa grawitacja kwantowa, oraz próby zastosowania geometrii nieprzemiennej przy tworzeniu grawitacji kwantowej), rzucamy się na nią, jak lew na antylopę, nie bacząc na to, czy słusznie. Wszystko w obrębie tej samej megakoncepcji. Jak dotąd dominują ślepe zaułki, a lwy nie znoszą padliny. Ale chyba tak powinno być – by stworzyć (negatywną) bazę dla nowego spojrzenia. Frustracja jest ważna dla rozwoju nauki, jako etap poprzedzający rewolucję. 
     Ogólnej teorii względności nie odrzucam. Bez cienia wątpliwości akceptuję ją, bo lepszej dotąd nie wymyślono. Uważam jednak, że teoria ta znakomicie opisuje układy, natomiast w odniesieniu do opisu Wszechświata, który jest sam w sobie absolutną jednością i „wszystkością”, traci (kto wie) swą adekwatność. Nie ma bowiem skąd przypatrywać się Wszechświatowi, bo poza nim przestrzeń nie istnieje, nie istnieje układ odniesienia. Pogląd ten jakby sprzeniewierza się sposobowi myślenia badaczy, dla których ogólna teoria względności (stosowana do opisu Wszechświata) jest codziennością ich badawczego warsztatu. Nie ma mowy, by go porzucili, niezależnie od okoliczności, bo na ogół tylko to potrafią. Wąska specjalizacja. Sądzą oni (intuicyjnie, choć intuicja w znacznym stopniu bazuje właściwie na tym, co tworzy aktualną wiedzę), że istnienie wielu wszechświatów lub chociażby materii poza horyzontem jest jak najbardziej do przyjęcia, ba jest nawet oczywistością. Sam horyzont bowiem ma właściwie tylko znaczenie „łącznościowe” (Wspominałem już wcześniej. Będzie też o tym dalej.). Pogląd ten, jak sądzę, jest także wyrazem kurczowego przywiązania intuicji do wszechświata statycznego i nieskończonego (to już psychologia). Jeśli chodzi o ogólną teorię względności, to istnieje jeszcze jeden aspekt ograniczonego zakresu jej stosowalności. Chodzi o dualność grawitacji i jej konsekwencje w odniesieniu, szczególnie, do mikroświata w przypadku dużej koncentracji materii. Przyjdzie i na to czas. Jednak, z punktu widzenia kosmologicznego, zasadniczą przyczyną problemów i niedopasowań OTW jest to, że Wszechświat nie jest obiektem lokalnym, gdyż jest Wszystkością. Już zasada kosmologiczna sugeruje tę rzecz. Stwierdziłem to już wcześniej i będę do tego wciąż cierpliwie powracał.    
    Na zakończenie (i przy okazji) wypada wspomnieć o pracach belgijskiego kosmologa, Georgesa Lamaître, który doszedł (1927) niezależnie od Friedmanna i przed odkryciem Hubble`a, do bardzo podobych wniosków, pomimo, że zachował w swych równaniach stałą kosmologiczną. W swych dociekaniach próbował też zmodelować sam wielki wybuch. Tym właściwie zasługuje na miano „ojca wielkiego wybuchu”, choć nie on wprowadził tę nazwę. Wybuch ten poprzedził, według niego, stan „pierwotnego atomu” (tak to nazwał) o rozmiarach trzydzieści razy większych niż Słońce. W wyniku jego eksplozji powstał Wszechświat, który do dziś ekspanduje. 
    Aktualnie kosmologia czerpać może nadal z dobrodziejstwa niewyczerpanych możliwości jakie pozostawia do dyspozycji uczonych ogólna teoria względności, choć ich mnogość bynajmniej nie czyni nas bliższymi jednoznaczności bytu obiektywnego. Nie ma obawy. Przyroda nie da się nakłonić do wymowy równań jeśli nie będą jej wyrażać w sposób absolutny i jednoznaczny. Można więc swobodnie i spokojnie szukać dalej śladów kamienia filozoficznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz