Wielokrotnie wspominałem o kwazarach. Są to obiekty, z percepowanych, najbardziej oddalone od nas. Przesunięcie ku czerwieni ich widm jest bowiem szczególnie duże, na ogół przekracza liczbę 3. W latach osiemdziesiątych ub. wieku znane już były kwazary wykazujące przesunięcie widm dochodzące do 4. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych, odkrywano już obiekty, dla których przesunięcie ku czerwieni dochodziło do sześciu, a stosunkowo niedawno*, dzięki zastosowaniu wymyślnych metod badań (m.in. bazujących na wykorzystaniu grawitacyjnego soczewkowania światła kwazarów przez masywne ciała (galaktyki) znajdujące się znacznie bliżej nas), zarejestrowano obiekty, których z przekracza nawet 10.
Wspomnę jeszcze o tym dalej.
Dla wstępnego
zilustrowania zagadnienia posłużę się konkretnym przykładem liczbowym. Rzecz
potem zostanie uściślona. Pozostajemy przy kwazarach. Za przykład do naszych
obliczeń weźmy jednak kwazar bliższy, bardziej reprezentatywny: OQ 172, dla
którego z = 3,53. Stosunkowo łatwo obliczyć jego prędkość. W tym celu stosujemy
wzór:
Tutaj: β = v/c. Prędkość radialna tego kwazara wynosi
prawie 272000 km/s. W oparciu o prawo Hubble’a (według H = 20) obliczyć można
też jego odległość: 13,6 miliardów lat świetlnych (horyzont znajduje się w
odległości 15 mld. lat świetlnych). To odległość aktualna, gdyż posługiwaliśmy
się aktualną na dziś wartością współczynnika H. [Zostawcie w spokoju te
13,8 mld lat rzekomego wieku Wszechświata (Friedmann + ciemna energia)]
Czy rzeczywiście odległość aktualna?
W celu wyznaczenia wartości (dzisiejszej) wspólczynnika H powinniśmy właściwie
bazować na pomiarach dokonywanych na obiektach stosunkowo bliskich, o
stosunkowo niewielkim względnym przesunięciu widm. Wówczas jednak wpływ
(zakłócający) na wynik mają ruchy własne galaktyk, niemające nic wspólnego z
kosmologią. Wynik pomiaru jest więc niepewny. Pomiar należy wykonać więc dla
sporej liczby obiektów i uczynić rzecz sprawą statystyki. Odległości ich przy
tym nie są jednakowe, a współczynnik H wyznaczony na podstawie obserwacji
obiektów bardziej oddalonych odpowiada dawniejszym czasom – wówczas wartość
jego była większa. Oto jeszcze jedna przyczyna braku precyzji w obliczeniach z
użyciem współczynnika Hubble'a. Całe szczęście odchylenia od jego wartości
rzeczywistej, nie mają znaczenia, gdy chodzi o ustalenia o charakterze ogólnym,
kosmologicznym.
Obserwujemy nasz
kwazar. Czy widzimy go dzięki temu, że właśnie przybywają do nas fotony wysłane
przez niego? Nie. Widzieliśmy go zawsze, a patrząc mogliśmy śledzić jego
ewolucję (oczywiście pomijam tu naturalną, długość ludzkiego życia). Dla
przypomnienia, my tu nie bazujemy na paradygmacie łącznościowym, gdyż
zakładamy, że cały czas widzimy (potencjalnie) wszystko, co istnieje i nie
musimy czekać, aż przybyłe fotony dadzą nam świadectwo istnienia czegoś, o
czego istnieniu dotąd nie mogliśmy wiedzieć (z powodu odległości większej, niż
R). Dla przypomnienia, rozpatrując zagadnienia kosmologiczne, nie bazujemy na
ogólnej teorii względności i jej filozoficznych konsekwencjach. Wszelkie
kontrargumenty bazujące na tej teorii będą więc strzelaniem na wiwat (lub
przykładami do obalenia związku z tą teorią). Oczywiście nie chodzi tu o
obalenie samej teorii, której wcale nie odrzucam, tylko o to, że nie stosuję
jej do zagadnień kosmologicznych – wyraźnie to podkreślam. A jeśli ktoś
zapragnie, nazwać moje wyczyny herezją, schizmą lub modelowaniem naiwnym, nie
pogniewam się. Przynajmniej znak, że czytał, więc może ma coś więcej do
powiedzenia poza ciskaniem gromów. Z jednej z bajek Andersena wynika, że nawet
dzieci wnoszą coś do ogólnej wiedzy, tym bardziej, że paplanie jest jej
integralnym składnikiem jako nadbudowa kulturowa. Czy
tylko dzieci? Także emeryci.
Zgodnie z dość
powszechnym, wprost automatycznym sądem licznych miłośników astronomii,
niestety nie weryfikowanym przez specjalistów (Dlaczego?), światło od odległych
obiektów, by dotrzeć do nas, byśmy mogli dostrzec ich stan w chwili wysyłki
fotonów, potrzebuje liczbę lat równą ich aktualnej odległości (w latach
świetlnych). To, co widzimy, jest więc stanem sprzed tyluż lat. OK. Zatem to,
co widzimy, na przykład w odniesieniu do rzeczonego kwazara, zdarzyło się przed
trzynastu z „hakiem” miliardami lat, jak gdyby taka była odległość od nas, gdy
zostały wysłane fotony... Wszechświat statyczny??? Jak widać, to spore
uproszczenie, gdyż w momencie wysłania światła, nasz kwazar znajdował się
bliżej nas. Wszechświat przecież rozszerza się. W jakiej odległości znajdował
się wówczas? Obliczymy niebawem.
W odniesieniu do
obiektów lokalnych, na przykład Słońca, nie ma zastrzeżeń. Wybuch na Słońcu
dostrzegamy po upływie ok. 8,3 minuty. W odniesieniu do obiektów dalszych, w
szczególności tych o znaczeniu kosmologicznym, trzeba uwzglednić to, że ma
miejsce ekspansja. I tu właśnie dochodzimy do rozstaju dróg w jej opisie. Albo
ekspansja jest puchnięciem przestrzeni autonomicznej w stosunku do materii
(zgodnie z OTW), albo też jej istnienie jest rezultatem naturalnego ruchu
względnego obiektów. Właśnie to drugie podejście należy rozwinąć, bo dotąd nikt
się tym poważnie nie zajmował [Czy jako
infantylnym nietematem?], a wyniki skonfrontować z dzisiejszym
modelowaniem i oczywiście z roztrzygającymi wynikami obserwacji. Chyba warto.
Zgodnie z
koncepcją przedstawianą tutaj, wiek Wszechświata jest po prostu czasem
hubblowskim, a nie wynikiem wiarygodnych obliczeń bazujących (tylko z jednej
strony) na faktach obserwacyjnych, oraz (z drugiej strony) na narzuconej
koncepcji, która, zgodzicie się ze mną, wcale nie musi być adekwatna z cechami
Wszechświata realnego. W kontekście tym 13,8 miliarda lat, to wcale nie prawda
objawiona, rzecz zaklepana (jak sądzą liczni miłośnicy astronomii), a liczni
naukowcy już paplają – „bazują na miarodajnych i sprawdzonych wynikach badań”, których nie oni prowadzili. Podobnie z rozmiarami
Wszechświata. Dziś wszyscy już wiedzą, że średnica Wszechświata obserwowalnego
wynosi 92 miliardy lat świetlnych. Skąd się to wzięło? To trochę (...) więcej,
niż podwojony promień hubblowski. Otóż przestrzeń puchnie. Przy omawianiu ruchu
należy więc operować tak zwanymi współrzędnymi współporuszającymi się. W
koncepcji, którą przedstawiam, mam z tym spokój.
Ale to nie
wszystko. „Nie ma dowodu na to, że nie istnieją byty nieobserwowalne. Zatem
możliwe jest ich istnienie.” Często kojarzy się tę możliwość z inflacją (jako
podkładka) – powyżej pisałem już o tym. Dla niektórych możliwość, nawet wydumana opcja, często staje się dowiedzionym
faktem.
A tak wracając
do naszego kwazara... To, co widzimy, przedstawia sobą obiekt już dość
zaawansowany w rozwoju, liczący z całą
pewnością znacznie więcej, niż 1,4 miliarda lat (od początku ekspansji: 15 –
13,6). Sądząc po wynikach badań, w tym wiarygodnych obliczeń (nie moich),
pierwsze protogalaktyki, które przekształciły się potem w kwazary, uformować
się mogły dopiero po upływie ok. 1,5 miliarda lat od BB. Wtedy jeszcze nie były
kwazarami. Nasz kwazar był dopiero jakimś zgęszczeniem gwiazd, oddalajacym się
od nas ze stałą prędkością – tą samą, co dziś i dlatego wiemy, jak daleko jest
dziś. To, co widzimy jest jednak obiektem
starszym, na przykład istniejacym już 5 miliardów lat od uformowania się z
protogalaktryki. Widzimy to, gdyż mieliśmy możność podglądania go cały czas, od
samego początku ekspansji. Á propos, widzimy, że tam ewolucja przebiega
wolniej, niż u nas. Dlaczego? Dalej zajmiemy się i tą kwestią uściślając rzecz.
Można wprost
zastanowić się nad tym, czy ma sens rozważanie wędrówki fotonów dla wnioskowań
kosmologicznych, w tym, dla określenia wieku Wszechświata na podstawie równania
Friedmanna i z uwzględnieniem paradygmatu łącznościowego: „Fotony wędrują od
momentu, gdy się pojawiły, aż docierają do nas.” Przecież w momencie „Startu”
wszyscy bylismy razem, więc ta wędrówka nie jest warunkiem dostrzeżenia
obiektu, jak sądzą niektórzy miłosnicy astronomii, a sądu tego nie weryfikują
autorzy książek popularyzujących astronomię. Cały czas bowiem (przez wszystkie
minione miliardy lat) widzimy go.
Chodzi więc o
to, jakim go widzimy. Przecież, gdy fotony zostały wysłane, odległość między
nami była inna, może nawet znacznie mniejsza, a sam kwazar był już obiektem
zaawansowanym w rozwoju. Właśnie to stwierdzamy. Ten przysłowiowy foton został
wysłany znacznie później i właśnie do nas dotarł. A o tym jak daleko jest nasz
kwazar, mówi nam jego prędkość (wielkość redshiftu – z) i aktualna wartość H, niezależnie od naszego
fotonu. Gdy jednak mówimy o ekspansji Wszechświata, o procesie globalnym,
czekanie na fotony przylatujące do nas z miejsca Wybuchu, tożsamego z
horyzontem hubblowskim, docierające, by nas o fakcie Wybuchu poinformować,
naprawdę nie ma sensu. By dostrzec obiekty bardzo odległe nie czekamy na
fotony, które stamtąd maja dotrzeć do nas. Czekamy na lepsze teleskopy, dzięki
którym ich widoma jasność jest na tyle duża, by je można było dostrzec.
Patrząc na
określoną galaktykę, możemy określić jej udział w ekspansji, określić jej
parametry kosmologiczne (na przykład wielkość redshiftu z). A teraz załóżmy, że
w galaktyce tej ma miejsce jakieś wydarzenie nie mające nic wspólnego z
kosmologią, np. wybuch supernowej. Właśnie dostrzegamy go. Wędrówka fotonów
stamtąd („łączność”) stanowi warunek konieczny dostrzeżena odosobnionych,
sporadycznych zdarzeń, jakie miały miejsce w określonej galaktyce. To jednak
odosobnione zdarzenie, nie mające nic wspólnego z kosmologią. Nie należy mylić
procesów o charakterze kosmologicznym ze zdarzeniami zachodzącymi w układach
lokalnych. Co powinniśmy stwierdzić badając jasność tej supernowej? Wrócimy do
tego wątku.
Podkreślam
jeszcze raz. Jeśli Wielki Wybuch faktycznie nastąpił, zakładamy, że tak, gdyż
wskazują na to argumenty obserwacyjne, to przecież kiedyś wszyscy byliśmy razem
stanowiąc elementy czegoś bardzo małego i zintegrowanego. [Powtarzam to jak
mantrę, ale to konieczność w związku z mentalnym niedopasowaniem czytelnika do
tych nowości.] Jako elementy tej całości widzieliśmy się przez cały czas i
widzimy się dzięki temu także dziś, bez przerwy cały ten długi czas miliardów
lat. Zatem czekanie na fotony mające przybyć od odległych obiektów, jako
warunek ich (Ponownego?) zobaczenia, po prostu nie ma sensu, jest wprost absurdem. A tak sądzą niektórzy
miłośnicy astronomii, a także
liczni popularyzatorzy. Dotyczy to wszelkich obiektów o znaczeniu kosmologicznym,
nawet najdalszych.
*) W roku 2004 odkryty został obiekt, którego red-shift z = 10. Obiekt ten
kierunkowo znajduje się wśród galaktyk gromady Abell 1835, ktorą obserwowano z
użyciem kamery podczerwieni ISAAC (Infrared Spectrometer And Array Camera),
współpracującej z teleskopem VLT.

Kwazar jako obiekt obserwowany przez nas w danej chwili odzwierciedla stan Kosmosu z przed..circa 10-14 miliardów lat. Stan z chwili formowania się galaktyk i gromad galaktyk. Dla nas w tej chwili jako problem astrofizyczny pozwalający rozumieć zachodzące w Kosmosie procesy.Najciekawsza jest ewolucja poglądów na to czym jest fizycznie kwazar i czy lub jaki jest ich oddziaływanie na nasz wycinek Kosmosu...Pozdrawiam...:)))
OdpowiedzUsuńTutaj kwazary są obiektami bardzo odległymi (z sięgające 11). Mimo to widać je jako dosyć silne źródła. Wniosek stąd, że są chyba najbardziej wydajnymi źródłami energii. Zatem najprawdopodobniej stanowią kwazary bardzo krótki na skalę kosmiczną etap genezy galaktyk (raczej spiralnych). Co uzasadnia tę tezę? Wystarczy zajrzeć do eseju pt. Jak powstały galaktyki?.
OdpowiedzUsuń