Ciekawe więc jaka jest zależność tej
gęstości od czasu. W tym celu skorzystamy z zapostulowanej w poprzedniej serii, traktującej o masie Wszechświata, równości promieni grawitacyjnego i hubblowskiego. Należy też uwzględnić prawo
Hubble`a.
Tak na marginesie trzeba przyznać, że
dopiero po jakimś czasie od początku ekspansji, cechy Wszechświata mogły
odpowiadać tym warunkom. Na temat tego, co się działo wcześniej, można snuć domysły, tworzyć hipotezy i budować modele. Z
przekonaniem jednak można stwierdzić, że na samym początku Wszechświat ekspandował
w sposób nieliniowy. Naprzeciw tej tezie wychodzi hipoteza inflacji. Można
jednak tę nieliniowość opisać inaczej, wraz z uniknięciem niekonsekwencji i niespójności jakie wnosi sobą ta hipoteza.
Wystarczy przyjąć, że początkowe wymiary Wszechświata nie były zerowe. Wówczas
nieliniowość wzrostu rozmiarów jest rzeczą naturalną wobec docelowej prędkości
c. Samą nieliniową
ekspansję mojego chowu, nie bazującą na przesłankach „inflacyjnych” nazwałem:
Urela (ultra-relativistic acceleration). W tych bardzo wczesnych czasach nie
istniało też oddziaływanie elektromagnetyczne, a więc nie istniało ograniczenie
co do prędkości ekspansji - tak można by sądzić.
Przekształcamy
więc najpierw wzór na promień
Schwartzschilda:
i stosujemy prawo Hubble’a w
odniesieniu do horyzontu: c = HR. Otrzymujemy więc:
Tutaj t jest wiekiem Wszechświata. Ostatecznie, łącząc wzory (1) i (2) dochodzimy do wzoru na średnią gęstość Wszechświata:
Widzimy, że
gęstość średnia Wszechświata zależna jest wsposób jawny od wielkości
współczynnika H, proporcjonalna do jego kwadratu (lub odwrotnie
proporcjonalna do kwadratu wieku Wszechświata). [Dla przypomnienia, tak
określony wiek Wszechświata nazywany jest czasem Hubble'a. Uważa się, że dla
określenia wieku (prawdziwego) Wszechświata należy uwzględnić grawitacyjne
spowolnienie ekspansji (przewidywane przez równanie Friedmanna), a także jej
przyśpieszenie przez ciemną energię. Ja nie widzę uzasadnienia dla takiego
traktowania sprawy. Uważam, że „idealizacja” w kontekście naszych rozważań,
jest w gruncie rzeczy bliższa prawdzie, gdyż jest uwolniona od niedoskonałości
ludzkiego wglądu badawczego.] Zauważmy też, że w ostatnim wzorze nie ma stałej
c. Wartość prędkości światła nie ma więc, w myśl tej zależności, wpływu na przebieg zmian
gęstości Wszechświata. Nie oznacza to wcale, że prędkość ta jest naprawdę stała
wobec czasu globalnego.
Godne podkreślenia jest to, że wzór ten
wyprowadziliśmy wychodząc z przyjętego, jak pamiętamy,
wcześniej postulatu o równości promieni grawitacyjnego i hubblowskiego.
Do wzoru tego dojdziemy też inną, bardziej uzgodnioną drogą. Nie jest on
nowością, świat nauki w pełni akceptuje ten wzór
(dalej zobaczymy dlaczego). A jednak postulat
o równości promieni
grawitacyjnego i hubblowskiego, dziś zaskakuje, w każdym razie tych,
którym przedstawiam swe przemyślenia. [Na ogół wcześniej proponuję im
zaopatrzenie się w butelkę wody mineralnej.] Jak się okaże dalej (o dziwo),
postulat ten prowadzi do wyniku zbieżnego z obliczeniem przewidującym rozwój
Wszechświata zgodny z modelem krytycznym, stanowiącym, jak wiadomo, jedną z trzech
opcji wynikających z równania Friedmanna. Zatem, ta moja „inna droga” nie jest
„aż tak” pozbawiona sensu pomimo, że nie w pełni zbieżna jest z wersją
friedmannowską, nawet w odniesieniu do „krytyczności”. Chodzi o to, że pomimo
płaskości* Wszechświat (modelowany tutaj)
jednak, w związku z przyjętą periodycznością jego cech fizycznych i
przestrzennych, mimo wszystko nie będzie ekspandował asymptotycznie ku
nieskończoności (którą przewiduje równanie Friedmanna dla modelu krytycznego).
Tak, periodycznością, nie tylko postulowaną, lecz wprost uzasadnianą na bazie
różnorodnych kryteriów do tego stopnia, że „nie może być inaczej”. Czy to
wyłącznie moje subiektywne przekonanie? Oczywiście nie. Wielu mądrzejszych ode
mnie przekonanych jest o periodyczności Przyrody. Problemy, na które
napotykają, są w gruncie rzeczy natury doktrynalnej, na przykład „Co zrobić ze
wzrostem entropii?”. Także entropią zajmę się, w odpowiednim czasie.
Przekonanie o cykliczności
ma też swoje zaplecze w starożytnej myśli filozoficznej (nie wyłączając
spuścizny intelektualnej ludów Ameryki przed najazdem barbarzyńców z
chrześcijańskiej Europy. Teraz są już inni barbarzyńcy. Ci najechali właśnie na
Europę.
Alternatywa dla cykliczności
w postaci pół-nieskończoności (bo Wszystko miało początek i ciągnie w
nieskończoność), choć poparta przez autorytety kościoła, nie wydaje mi się
poważną. Wprost sprawia wrażenie ontologicznej fuszerki. Wbrew sądowi celebrytów w czerni, Stwórca nie był
partaczem! Dziś, ta dziwna
alternatywa przyjmowana jest jakby z natury rzeczy, w dodatku z „głębokim zrozumieniem”.
A my mamy (tutaj) płaskość przestrzeni w
połączeniu z cyklicznością. Wraz z tym, w koncepcji, którą przedstawiam, mowa o
rozwoju Wszechświata: zdeterminowanym, zachodzącym w jednym, jedynym kierunku.
Mowa o procesie jedynym możliwym w tym sensie, że nie może istnieć jakakolwiek
alternatywa różnych opcji (jak to jest z trzema modelami w równaniu
Friedmanna). Przyroda jest jedna, a jej opis powinien więc być jednoznaczny.
Tutaj nie chodzi o treść moich ustaleń, nie chodzi o „ten właśnie model”, a o jednoznaczność bytu obiektywnego. Chodzi o
ideę jednoznaczności. Więcej (niż jedna) możliwości po prostu nie ma. Oznacza
to, że nawet ten konkretny, przedstawiony tu model Wszechświata, jest bardziej wiarygodny
w odniesieniu do obiektywnie istniejącej przyrody, niż ten tradycyjny.
Wszechświat po prostu nie jest „taki albo siaki” (w zależności
od wyników pomiaru). Teoria nie przewidująca rozwoju jednoznacznego,
jest wyłącznie (i co najwyżej) modelem roboczym. Sądzę, że tak należy traktować
równanie Friedmanna.
Także rozważanie spraw w kategorii
prawdopodobieństwa, tutaj (tak sądzę) mija się z celem. Wszechświat jako taki
jest, podkreślam znów, zdeterminowany. Nie opisuje go jakaś tam funkcja falowa.
Wszechświat jest wprost rodzajem absolutu, a ludzka percepowalność nie ma z tym
nic wspólnego. Epistemologiczna nadbudowa nie powinna mieć wpływu na to jakie
obiektywne fakty poznajemy i poznamy w przyszłości. A zasada antropiczna? Dla
mnie to rodzaj kuriozum, którego przesłanek „emocjonalnych” nie podzielam. Przesadny antropocentryzm? Nawrót
(podświadomy) hierarchizmu Tomasza z Akwinu i geocentryzmu w nowym wydaniu? A może by zaprosić do dyskusji Stowarzyszenie Płaskiej
Ziemi? Nawroty? Cóż, cykliczność nie omija też nas. Zasada antropiczna jest też chyba przede wszystkim wynikiem
frustracji nauki na rozstaju dróg. Zachęcam do lektury książki Lee Smolina**. I tak dla przypomnienia,
Eratostenes z Aleksandrii (276 – 194 p.n.e.), prostym pomiarem wyznaczył
promień Kuli Ziemskiej, ze sporą dokładnością. Tak, nawroty.
Celowość, to odwracanie przyczyny i
skutku. Wszystkie te argumenty na poparcie zasady antropicznej nie są żadnymi
dowodami. To manowce. W roku 1600 spalono na stosie Giordano Bruno za to, że
miał czelność twierdzić, iż istnieją inne światy, na kórych istnieje życie,
może nawet podobne do naszego. Od tego czasu minęło ponad 400 lat, a ludzkość
niewiele się nauczyła pomimo osiągnięć technologicznych i naukowych (w gruncie
rzeczy osiągnięć małej garstki „wtajemniczonych”).
Mentalnie daleko nam jako masie do tych osiągnięć. Ewolucja życia trwa już na
Ziemi chyba prawie 4 mld. lat. Było dosyć
czasu. Chyba, że uważa ktoś, że cały świat zaczął się 5779 (dziś mamy 2018-19) lat temu – zgodnie z
rachubą sumeryjską i zgodnie z naukami celebrytów w czerni. [Dla Sumerów był to początek ich cywilizacji, a nie początek
świata.] W tej sytuacji bezdyskusyjnie nie można dyskutować.
Jeśli zasada
antropiczna jest konsekwencją dzisiejszych paradygmatów, to znak, że należy z
niektórych z nich zrezygnować. Przy badaniu Przyrody wskazówkę stanowić powinna
prostota i rezygnacja z antropocentryzmu przy badaniu obiektywnych praw
przyrody.
Inna sprawa, że samo dociekanie, empiria,
wraz z różnorodnością interpretacji, cała dynamika poznawcza, mająca swe główne
źródło w ciekawości świata, to rzecz nad wyraz interesująca i godna odrębnych
badań. To rzecz zbożna. Poszukiwania prawdy przyrodniczej (i innych prawd
obiektywnych), to także jeden z zasadniczych elementów tego, co stanowić
powinno bazę dla myśli humanistycznej, nawet jeśli poszukiwania te odżegnują
się od „antropo-aktywizmu”. Jakże wielu zadeklarowanych humanistów cechuje
wprost paranoiczna nienawiść (oczywiście w stosunku do ludzi)... Zauważyć to
można, już choćby w przyzwoleniu władz na faszystowskie zadymy, nawet podczas obchodów Święta
Niepodległości, w publicznych wystąpieniach pewnych docentów, nawet członków rządu,
w licznych notkach i komentarzach Salonowych (Salon24.pl), już nie mówiąc o
mniej inteligentnych portalach. Wśród prawdziwych badaczy Natury (także natury
ludzkiej) nienawiść jest zjawiskiem raczej dosyć rzadkim.
Wracając do wzoru (3) zauważmy też, że nie
występuje w nim masa pomimo, że gęstość, to masa właściwa. W gruncie rzeczy
tego należało oczekiwać zważywszy na to, że masa jest wielkością ekstensywną. Czy
także masa całego Wszechświata? Tutaj byłbym ostrożny. Oznacza to
jednoznaczność, można by rzec: absolutność. W każdym razie Stwórca wiedział co
robi. Chyba właśnie tędy wieść powinna droga ku zrozumieniu Przyrody, nawet jeśli natura Stwórcy jest semantycznie nieokreślona.
Ile wynosi średnia
gęstość Wszechświata? Każdy może to sobie policzyć (lub
cierpliwie zaczekać na dalszy ciąg).
*) Dla zapalczywych, skłonnych do trollowania,
oraz dla zwolenników płaskiej Ziemi: przestrzeń „płaska”, to przestrzeń
euklidesowa, w której suma kątów wewnętrznych trójkąta równa jest 180o.
**)
„Kłopoty z
fizyką” (Prószyński i Ska 2008)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz