środa, 10 października 2018

6. Próba uściślenia na bazie równania Friedmanna, we wstępnej konfrontacji z rzeczywistością i zdrowym rozsądkiem.


   Nadszedł czas uściślenia. W artykule traktującym o gęstości Wszechświata, przedstawiłem podstawowe równanie kosmologii, równanie Friedmanna, będące równaniem ogólnej teorii względności, majacym modelować Wszechświat. [To model bez stałej kosmologicznej, bardziej reprezentatywny w kontekście rozważań prowadzonych tutaj. Poza tym uważam, że Einstein miał rację odrzucając tę stałą. Chodzi o to, że Wszechświat nie jest statyczny i nieskończony.] Na nim będziemy bazować w tej próbie uściślenia. Ogólna teoria względności jest dziś jedynym środkiem modelowania Wszechświata. Czy jedynym możliwym? Pytanie zdawałoby się retoryczne (odpowiedź twierdząca). Oczywiście, także tu obowiązuje podejście łącznościowe. Uwzględniamy też, tym razem w sposób bardziej formalny to, że wartość współczynnika Hubble’a dawniej była inna niż dziś. Wyraża to wzór poniższy (słuszny dla rozwoju według modelu krytycznego) [A]:
Tutaj: H – wartość współczynnika w momencie wysłania przez dany obiekt fotonów, które właśnie dziś docierają do nas, H0 – wartość aktualna, z – wielkość przesunięcia ku czerwieni widma danego obiektu – wzór (*) z czwartego postu.

  Teoria ta przewiduje także, że dla przypadku rozwoju krytycznego:
Tutaj: t0  – dzisiejszy wiek Wszechświata (pod warunkiem, że rozwija się według modelu krytycznego, na co wskazuje obserwacja i bez uwzględnienia tzw. ciemnej energii); t – wiek Wszechświata w chwili wysłania fotonów. Zauważmy przy okazji, że wiek Wszechświata jest mniejszy, niż by to wynikało bezpośrednio z prawa Hubble’a, mniejszy od tak zwanego czasu Hubble'a (jeśli słuszną jest metoda bazująca na równaniu Friedmanna). Spowodowane to ma być powszechnym przyciąganiem grawitacyjnym – na podobieństwo spowolnienia ruchu ciała podrzuconego do góry. W naszym przypadku, zamiast 15 mld. lat mielibyśmy tylko 10 mld. lat. [Te 13,8 zawdzięczamy ciemnej energii – niech będzie zdrowa i dopasowaniu do cech promieniowania reliktowego – zwykłe kombinatorstwo.] Te 10 miliardów lat stanowi problem, gdyż nawet w naszej, wcale nie najstarszej Galaktyce znajdują się gwiazdy, które uformowały się znacznie dawniej (w szczególności gwiazdy gromad kulistych w halo galaktycznym). W tej sytuacj ciemna energia jest jak znalazł. Chyba nawet z utęsknieniem czekano na coś takiego, między innymi dlatego zrestytuowano stałą kosmologiczną, której Einstein się wyparł. Powszechnie akceptuje się pogląd, że przyczyną (tej mniejszej wartości) jest, jak wspomniałem powyżej,  powszechna grawitacja hamująca ekspansję. Czy słusznie (już sądząc na podstawie zasady kosmologicznej)?
   Brnijmy. Z powyżej przedstawionych zależności od razu otrzymujemy związek między tymi czasami:
Załóżmy, dla przykładu, że mamy do czynienia z kwazarem, którego z = 3. Ile lat miał Wszechświat w momencie wysłania fotonów przez kwazar, na który właśnie patrzymy? Przyjmując wartość H0 = 20 otrzymujemy: t = 1,25·109lat. Zastanawia, że stało się to mniej, niż półtora miliarda lat po Wielkim Wybuchu. Wtedy jednak materia była jeszcze zbyt ciepła, by kondensować się, by utworzyć obiekt, który my widzimy jako ukształtowany już kwazar, funkcjonujący z całą pewnością już kilka miliardów lat. To, co widzimy, to przecież stan, w jakim znajdował się nasz kwazar w chwili wysłania fotonów odpowiedzialnych za to, co widzimy patrząc nań...
    Ale to nie koniec. Zajmijmy się odległościami. Bazować będziemy na znanym wzorze Mattiga, podanym tu dla przypadku rozwoju krytycznego: 
Tutaj: d0 – dzisiejsza odległość obiektu od nas. Zauważmy, że dla z = 3:
otrzymujemy wartość bezpośrednio wynikającą z prawa Hubble'a. Ta wartość z stanowi więc rodzaj przełomu. Poniżej rzecz rozwiniemy. Ze wzoru [D] wyliczyć możemy też dzisiejsze rozmiary Wszechświata. Wystarczy przyjąć, że z → ∞ (w odniesieniu do horyzontu). Otrzymujemy więc:
Jak widać, odległość ta jest dwukrotnie większa, niż promień Schwartzschida Wszechświata, równy promieniowi wynikającemu bezpośrednio z prawa Hubble’a. [Dla nas to odległość do naszych antynas.] Uwzględniając wzory [B] otrzymujemy:
[Tak można, po uwzględnieniu ciemnej energii, otrzymać dzisiejszą średnicę Wszechświata równą 92 mld lat świetlnych. Bez ciemnej energii i dla wartości H = 20, mamy:  60 mld ly. Czy to ostatnie słowo nauki?]
oraz:
Tutaj R – rozmiary Wszechświata w momencie wysłania fotonów przez nasz obiekt. W szczególności, jeśli z → ∞, mamy: R → 0, czyli na samym początku miała być punktowa osobliwość. Rozsądek (w pełni uzasadniony) wyklucza to. Zatem, gdzie jest granica stosowalności tego wzoru? Przysłowiowe dwa milimetry wcześniej?... A jednak popularyzatorzy (a nawet naukowcy) nic sobie z tego nie robią i bezrefleksyjnie paplają: Na początku była osobliwość – i kropka... Czy to nie wzbudza zastanowień? Od zastanawiania się są specjaliści w tej (czy innej) wąskiej dziedzinie. Reszta (świata) na nich polega, jak na Zawiszy i mamy powszechną paplaninę. Potrzebny jest znów chłopczyk od Andersena.
    Kontynuujmy. Obliczmy odległość tego obiektu od nas w momencie, gdy wysłał fotony, dziś docierające do nas. [Czy rozpoznajemy je?... Supernowa?] W tym celu skorzystajmy ze wzoru:
Zauważmy rzecz interesującą. Otóż, poczynając od z > 3, d > R. Już wcześniej, powyżej zwróciliśmy na to uwagę. Obiekty te w chwili emisji światła, które do nas dotarło, znajdowały się poza horyzontem, nie mogły być widoczne. Wreszcie się pojawiły (i są widoczne dziś). W którym miejscu się pojawiły? Na horyzoncie, jako najdalsze możliwe do zaobserwowania. A przecież ich prędkość jest znacznie mniejsza od prędkości światła (z > 3). Co to za horyzont? Oczywiście łącznościowy. Na nim tutaj wszystko bazuje. Nie grawitacyjny i nie hubblowski. W dodatku przestrzeń jest już wyraźnie zakrzywiona.
    Istnienie granicy z = 3 na której dokonuje się przełom choćby cech obserwowalności, we mnie wywołuje rodzaj zwątpienia. Istnienie czegoś takiego w odniesieniu do konkretnego układu fizycznego, to normalka, szczególnie gdy na próbkę poddaną badaniu oddziaływują równocześnie różne czynniki. Może to być na przykład inwersja spinów w materiale metamagnetycznym pod wpływem określonego zewnętrznego pola magnetycznego i określonej temperatury, zmieniająca diametralnie właściwości magnetyczne materiału. W odniesieniu do Wszechświata rzecz taka wydaje się wątpliwą. Sztuczność tej granicy wydaje się wskazywać na sztuczność samej teorii, na jej nieadekwatność w odniesieniu do Wszechświata jako absolutnej całości i Wszystkości. Zaściankowość bazująca na „obserwable”, lokalność narzucająca się nielokalnej całości. Po prostu coś mi tu nie pasuje. Może to „tylko” filozoficzna intuicja?
Tak to jest z malkontentami.
    Ale dajmy na to. Jeśli tak, to właściwie jedyny (przynajmniej na razie) poważny problem pojawił się, gdy wyznaczyliśmy wiek Wszechświata w momencie wysłania fotonów przez obserwowany obiekt. Choć „jedyny”, nie można jednak tego problemu lekceważyć. Dla przypomnienia, stało się to zanim mógł powstać, choć za pośrednictwem tychże fotonów jawi się nam ukształtowanym kwazarem.   
   Czy wobec tego zastosowanie Ogólnej Teorii Względności w tym Szczególnym przypadku Wszechświata jest uzasadnione? Czy można traktować Wszechświat, tę wszystkość, jako „chmurę” pyłu podlegającą jakimś tam ciśnieniom? [Tak się na rzecz patrzy. A przecież ta „chmura pyłu” ma cechy na wskroś lokalne.]  Oto jest pytanie. A może należałoby jakoś zmodyfikować równanie Friedmanna? Uwzględnić to, co dały ostatnie lata intensywnego rozwoju (choćby metod i technik obserwacyjnych)?  Gdyby tylko o modyfikację chodziło... „Na co się on porywa?! Przecież jedynym środkiem opisu, jedyną drogą do zrozumienia Wszechświata jest ogólna teoria względności.” – stwierdza któryś z czytelników ze sporą dozą zniecierpliwienia i przygany. A mi nagle znów przypomniała się pewna baśń Andersena. Proszę mi wybaczyć tę niestosowność. Cóż, emeryci są jak dzieci.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz