piątek, 5 października 2018

KATASTROFA HORYZONTALNA Wstęp


   Na przełomie wieków XIX i XX doszło do przełomu w fizyce. Teoria promieniowania ciała doskonale czarnego na bazie fizyki klasycznej okazała się sprzeczna z wynikami badań eksperymentalnych. Teoria Rayleigha-Jeansa, w miarę poprawna w odniesieniu do fal długich, rozminęła się całkowicie z prawdą doświadczalną w odniesieniu do fal krótkich, tym bardziej, im krótsze fale rozważała. Nazwano to „katastrofą ultrafioletową”. Prawidłowy, zgodny z doświadczeniem, opis promieniowania ciała doskonale czarnego uzyskano po uwzględnieniu uwarunkowań kwantowych (kwantyzacja, czyli porcjowanie np. energii promieniowania, dyskretność poziomów energetycznych) – wzór Plancka. Coś mi się wydaje, że podobny przełom czeka także kosmologię współczesną (w każdym razie sądząc po proponowanym tu modelu).  Katastrofa horyzontalna. Wszystko się bowiem zaczyna od problemu horyzontu. W kolejnych postach podejmę próbę uzasadnienia swych zapatrywań w tej kwestii, no i oczywiście uzasadnienia tego bulwersującego wyrażenia (dla określenia dzisiejszego stanu wiedzy). Jak na razie, to wprost niewybaczalna arogancja z mej strony. Co za brak pokory...
     W trzeciej serii postów omówiłem w skrócie równanie Friedmanna, a właściwie trzy modele Wszechświata wynikające z niego. Do dziś równanie to, nawet teraz, uznawane jest za podstawowe równanie kosmologii. Równanie to tworzy bazę dla dalszych badań, koniecznych już choćby z tego powodu, że samo w sobie nie rozwiązuje dwóch problemów: problemu płaskości i problemu horyzontu. O płaskości przestrzeni Wszechświata była już mowa przy omawianiu samego równania. Przyjąłem wtedy płaskość przestrzeni Wszechświata (krytyczność rozwoju, na jaką wskazuje obserwacja), za jedyną opcję, za cechę immanentną i stałą Wszechświata. Tym właściwie uznałem, że problem płaskości wprost nie istnieje, że Wszechświat jest płaski (brak zakrzywienia przestrzeni) w samej swej istocie. Wtedy to był pomysł (ta immanentność płaskości). Konsystentna z nim jest koncepcja stanowiąca odejście od stosowania OTW w kosmologii. Mamy więc ruch względny obiektów zamiast zakrzywionej przestrzeni. Wszak, jeśli przestrzeń Wszechświata jest płaska (euklidesowa), to z jakiej racji ma być zakrzywiona? Dla niektórych pytanie to jest wielce naiwne, a sama koncepcja wprost trąci infantylizmem – tak by powiedział niejeden gniewny.
   Zostawiamy jednak płaskość, powiedzmy, że w zawieszeniu (Wyrok na mnie?). Tutaj zajmiemy się problemem horyzontu (tym drugim), który w swietle mej argumentacji, ma przestać być problemem. Na początku przedstawię jednak ten problem inaczej, niż się to zwykle czyni, bazując w zasadzie na własnym modelowaniu. Chyba zyskam tym na poglądowości.
    Problemy płaskości i horyzontu zostały (rzekomo) rozwiązane dzięki hipotezie inflacji, której poświęcę odrębny esej. Rzekomo dlatego, gdyż inflacja wcale nie usunęła tych dwóch problemów, co najwyżej je zminimalizowała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz