Na przełomie wieków XIX i XX doszło do przełomu w fizyce. Teoria promieniowania
ciała doskonale czarnego na bazie fizyki klasycznej okazała się sprzeczna z
wynikami badań eksperymentalnych. Teoria Rayleigha-Jeansa, w miarę poprawna w
odniesieniu do fal długich, rozminęła się całkowicie z prawdą doświadczalną w
odniesieniu do fal krótkich, tym bardziej, im krótsze fale rozważała. Nazwano
to „katastrofą ultrafioletową”. Prawidłowy, zgodny z doświadczeniem, opis
promieniowania ciała doskonale czarnego uzyskano po uwzględnieniu uwarunkowań
kwantowych (kwantyzacja, czyli porcjowanie np. energii promieniowania, dyskretność poziomów energetycznych) – wzór Plancka. Coś mi się
wydaje, że podobny
przełom czeka także kosmologię współczesną (w każdym razie sądząc po
proponowanym tu modelu). Katastrofa horyzontalna.
Wszystko się bowiem zaczyna od problemu horyzontu. W kolejnych postach podejmę próbę uzasadnienia swych zapatrywań w tej kwestii, no i oczywiście uzasadnienia tego bulwersującego wyrażenia (dla określenia dzisiejszego stanu wiedzy). Jak na razie, to wprost niewybaczalna arogancja z mej strony. Co za brak pokory...
W trzeciej serii postów omówiłem w skrócie równanie
Friedmanna, a właściwie trzy modele Wszechświata wynikające z niego. Do dziś
równanie to, nawet teraz, uznawane jest za podstawowe
równanie kosmologii. Równanie to tworzy bazę dla dalszych badań, koniecznych
już choćby z tego powodu, że samo w sobie nie rozwiązuje
dwóch problemów: problemu płaskości i problemu horyzontu. O płaskości
przestrzeni Wszechświata była już mowa przy omawianiu
samego równania. Przyjąłem wtedy płaskość przestrzeni Wszechświata
(krytyczność rozwoju, na jaką wskazuje obserwacja), za jedyną opcję, za cechę
immanentną i stałą Wszechświata. Tym właściwie uznałem, że problem płaskości
wprost nie istnieje, że
Wszechświat jest płaski (brak zakrzywienia
przestrzeni) w samej swej istocie. Wtedy to był
pomysł (ta immanentność płaskości). Konsystentna z nim jest koncepcja
stanowiąca odejście od stosowania OTW w kosmologii. Mamy więc ruch względny
obiektów zamiast zakrzywionej przestrzeni. Wszak, jeśli przestrzeń Wszechświata
jest płaska (euklidesowa), to z jakiej racji ma być zakrzywiona? Dla niektórych
pytanie to jest wielce naiwne, a sama koncepcja „wprost trąci infantylizmem” – tak by
powiedział niejeden gniewny.
Zostawiamy jednak płaskość, powiedzmy, że w zawieszeniu (Wyrok na mnie?). Tutaj zajmiemy się problemem horyzontu (tym
drugim), który w swietle mej argumentacji, ma przestać być problemem. Na
początku przedstawię jednak ten problem inaczej, niż się to zwykle czyni,
bazując w zasadzie na własnym modelowaniu. Chyba zyskam tym na poglądowości.
Problemy płaskości i horyzontu zostały (rzekomo) rozwiązane dzięki hipotezie
inflacji, której poświęcę odrębny esej. „Rzekomo” dlatego, gdyż inflacja wcale nie usunęła tych dwóch
problemów, co najwyżej je zminimalizowała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz