środa, 3 października 2018

5. Obliczenie gęstości krytycznej na bazie równania Friedmanna.


Uczyńmy krok następny. Oto równanie Friedmanna:  
gdzie, aczynnik skali Wszechświata (kropka u góry oznacza jego pochodną względem czasu), k – wielkość stała w czasie i w przestrzeni, opisuje geometrię Wszechświata, rodzaj jego krzywizny. k > 0 oznacza krzywiznę sferyczną Wszechświata zamkniętego, k < 0 – krzywiznę hiperboliczną Wszechświata otwartego, a k = 0 – przestrzeń płaską, w której Wszechświat ewoluuje według modelu krytycznego. Dodać do tego należy, że wielkość c2 na ogół, szczególnie w pismach fachowych jest pomijana poprzez przyjęcie, że równa jest jedności. Ma to uzasadnienie nie tylko praktyczne (uproszczenie rachunków). Ale nie zbaczajmy z tematu. 

  Czynnik skali (a) jest funkcją czasu i związany jest bezpośrednio z tempem ekspansji. Jeśli w ciągu jakiegoś czasu czynnik na przykład potraja się, oznacza to, że potroiły się też rozmiary Wszechświata. Ekspansja ta jednak nie jest „wybuchem granatu”. Jest rozszerzaniem się przestrzeni, w której zawarta jest materia (zgodnie z dzisiejszym pojmowaniem spraw). Powoduje to, że odległości wzajemne galaktyk (w skali kosmologicznej) wciąż wzrastają, pomimo, że nie chodzi tu o ich względny ruch w sensie newtonowskim. Czy można więc powiedzieć że ruch w skali kosmologicznej nie jest jakością kinematyczną w sensie newtonowskim? Wynikałby stąd bardzo wygodny wniosek, że „prędkość” względna obiektów przekraczać może, nawet znacznie, prędkość światła w próżni. Wystarczy, że są one odpowiednio odległe od siebie, odległe na tyle, by nie było możliwe uzgodnienie między nimi, w czasie krótszym, niż wiek Wszechświata.  Stało się to ponoć już w czasie tak zwanej inflacji, a istnienie tych odpowiednio odległych jest jej konsekwencją.
  Zatem cała ekspansja jest sprawą „osobistą” czasoprzestrzeni, a galaktyki pozostają, w gruncie rzeczy, w spoczynku względem siebie (nie uwzględniając nie liczących się (?) lokalnych ruchów własnych), pomimo ekspansji i wzajemnego oddalania się wskutek niej. [Czy onaczałoby to, że ruch faktyczny ma charakter wyłącznie lokalny, a kosmologia, to coś innego? ] Jaka jest ta stała odległość między nimi (gdyby nie uwzględniać friedmannowskiej ekspansji)? – można by zapytać. Bardzo interesujące pytanie, szczególnie wobec przyjętej, przez niektórych, nawet a priori, tezy, że Wszystko zaczęło się od punktowej (powiedzmy: prawie) osobliwości. Czy mowa tu więc o samowoli i aktywiźmie samej przestrzeni wobec bezwolności i bierności materii? A gdyby tak całkiem bez materii? Dlaczego nie? Model de Sittera to nie łaska? Tak, ale wielkość zakrzywienia bezpośrednio zależy od łącznej masy. Także masy najmniejszych ciał, nawet cząstek elementarnych... No tak, przecież chodzi o współrzędne współporuszające się.           Zgodnie z koncepcją zaprezentowaną w tej pracy, mającą między innymi służyć za test sprawdzający (swą alternatywnością), być może dla dobra dzisiejszych przekonań, chodzi mimo wszystko o rzeczywisty ruch, z tym, że w zamkniętej (nie newtonowsko-nieskończonej) przestrzeni. Zamkniętej tym, że tworzy ją określona formacja topologiczna, na której własności wskazują cechy ewolucji Wszechświata, zasugerowane w tekście i w różnych kontekstach. Formacja ta czyni Wszechświat tworem periodycznie zmiennym.
Powróćmy do równania Friedmana. Zwróćmy uwagę na pierwszy człon jego prawej strony, a właściwie na jego wymiar: 1/s2 (kwadrat odwrotności jednostki czasu). Ten sam wymiar ma oczywiście strona lewa, w której występuje czynnik skali a. Wymiar lewej strony wskazuje na to, że sam czynnik skali posiada wymiar długości. Chodzi więc o kwadrat stosunku prędkości i odległości. Sens odległości tu jest jednak inny niż zwykle, bo chodzi tu o wielkość związaną z ekspansją przestrzeni. Można wykazać niesprzeczność tezy, że wielkość stanowiąca lewą stronę równania równa jest kwadratowi współczynnika Hubble’a. [Zauważmy, że w prawie Hubble'a wystarczy zamienić litery, a prędkość przedstawić jako pochodną przebytej drogi (r) względem czasu.] W pełni uzasadnioną rzeczą jest więc stwierdzenie,  że sam współczynnik H określa tempo ekspansji. [Pojęcie „tempo ekspansji” wprowadzone (a właściwie wyprowadzone) zostało już w jednym z postów poświęconych prawu Hubble'a.] Jego malenie z czasem oznaczałoby sukcesywne osłabienie tego tempa. Odpowiadałoby to coraz wolniejszemu ruchowi ciała podrzuconego do góry (i coraz mniejszej krzywiźnie przestrzeni). Moje podejście jest inne. Dla przypomnienia, konsekwentne stosowanie zasady kosmologicznej prowadzi do wniosku, że globalne kosmologiczne natężenie pola grawitacyjnego równe jest zeru. Nie ma więc mowy o opóźnieniu (lub przyśpieszeniu). Zatem szybkość rozszerzania się Wszechświata określona jest przez „prędkość ekspansji”, czyli przez kres górny prędkości względnych – c, która, zgodnie z zasadą kosmologiczną jest niezmiennicza (co wcale nie znaczy, że jest stała w czasie). Ale wróćmy do naszej relacji.  Otrzymujemy więc: 
Zauważyłem to już wcześniej, podczas omawiania prawa Hubble'a. Równanie Friedmana możemy więc zapisać w nieco zmienionej postaci:
Stąd możemy obliczyć gęstość krytyczną. W tym przypadku krzywizna (k) równa jest zeru. Zatem:
Ponownie otrzymujemy znany nam wzór. Jak widać, zapostulowana równość promieni: grawitacyjnego i hubblowskiego prowadzi do wzoru identycznego z tym wyprowadzonym w oparciu o ogólną teorię względności. Zatem ta nowa, zaproponowana przeze mnie droga jest niesprzeczna z metodą bazującą na tej teorii. Warto rzecz odnotować. Sam postulat o równości promieni grawitacyjnego i hubblowskiego ma więc jakieś uzasadnienie, nawet, jeśli stanowi niespodziankę. Zwróciłem już na to uwagę wcześniej. Dodajmy do tego, że postulat ten wskazuje jednoznacznie (a nie „na troje babka wróżyła”) na charakter ekspansji, precyzuje jej przebieg jako zgodny z tym, że przestrzeń Wszechświata rzeczywiście jest płaska, w dodatku, niezależnie od czasu, bo przecież nasz czas nie jest wyjątkowy. Jeśli tak, to mamy postęp w zrozumieniu paru ważnych spraw składających się na to, co zwiemy kosmologią. 




           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz