sobota, 6 października 2018

2. Problem horyzontu. Patrzymy w obie strony


    Jak już ustaliliśmy, nasze położenie we Wszechświecie nie jest wyjątkowe. Mimo to stwierdzamy, że niewątpliwie znajdujemy się w jego środku. Jednak nie tylko my, lecz wszyscy, nawet ci oddaleni od nas o miliardy lat świetlnych, stwierdzają to samo, niezależnie od tego gdzie się znajdują – w całej rozległości, w całym ogromie Wszechświata. I tu pojawia się problem. Nasze centralne położenie oznacza istnienie średnicy, czyli odległości między skrajnymi punktami „na lewo i na prawo” od nas. Odległość między tymi punktami powinna być więc równa 2R. Wynika stąd, że prędkość względna dwóch obiektów znajdujących się na tych „antypodach” równa jest 2c. To jednak nie jest możliwe, zgodnie z ograniczeniem prędkości do c, stanowiącej kres górny prędkości obiektów oddziaływujących elektromagnetycznie, choćby materii galaktyk widzianych (!) z jednej i z drugiej strony. To także niezmiennicza prędkość ekspansji Wszechświata. Dalej, niż sfera o promieniu R, Wszechświat nie sięga. To nie jest możliwe. Istnienie „średnicy” 2R nie jest też konsystentne z zasadą kosmologiczną. Mamy kłopot, gdyż oznaczać by to mogło, że część Wszechświata nie jest widoczna. Nie byłoby to jednak zgodne z przyjętą już i uzasadnianą różnymi argumentami tezą, że „widzimy Wszystko, a odległość R jest promieniem grawitacyjnym (też hubblowskiego) horyzontu, ogarniającego całą zawartość Wszechświata.” Przy tym położenie obserwatora, gdziekolwiek by się znajdował, nie jest wyjątkowe (zgodnie z zasadą kosmologiczną). Wychodząc z pewnika (bazującego na zasadzie kosmologicznej), że każdy obserwator widzi siebie jako centrum Wszechświata, przyjęliśmy, że horyzont znajduje się dokładnie w odległości R od niego (zgodnie z definicją), przy czym odległość ta ciągle wzrasta. Sam horyzont jest także miejscem geometrycznym położeń wszystkich obserwatorów, wszak najbardziej oddalony od nas obserwator (w odległości R) „widzi” nas tuż przy horyzoncie. R jest też odległością każdego obserwatora od miejsca-momentu Wielkiego Wybuchu, będącego początkiem wszystkiego, co dane jest naszym zmysłom. Wszyscy kiedyś bowiem byliśmy razem. Tak przedstawia się, w kilku słowach, topologia Wszechswiata (łaściwie takie są przesłanki dla jej formalnego określenia). O odległości 2R nie ma więc mowy. A jednak, sądząc po subiektywnym wrażeniu, jakie odnosi nasz pierwotny „rozsądek”, nasi sąsiedzi z prawa i lewa mogą być odlegli od siebie o 2R. Na tym, w uproszczeniu, polega problem, który tu przedstawiłem. Niżej przedstawię go inaczej, bardziej „naukowo”. Problem ten oczywiście rozwiążemy, choć nie zgodnie z dzisiejszymi tendencjami, sprowadzajacymi się do lokalnego patrzenia na Wszechświat, który przecież nie jest lokalny.
A jeśli jednak ta odległość 2R istnieje, to co tam jest? Jeśli dobrze popatrzymy, po prostu zobaczymy siebie, a właściwie zwierciadlane odbicie nas samych. Dobrze, że daleko, gdyż odbicie to zbudowane jest z antymaterii... Upsss, wypsnęło mi się. Trochę dla żartu. Wierutne fantazie. Przed Wami, czytelnicy, fantazje niemniejsze, które o dziwo (i o zgrozo) mogą mieć znamiona rzeczywistości. 
    Dziś sądzi się, że horyzont nie zamyka pełnej zawartości materialnej Wszechświata, że choćby za sprawą inflacji istnieją byty, których dostrzeżenie nie jest (dziś, może nawet wcale) możliwe. Tu (pod moim dachem) jednak, dla przypomnienia, preferowany jest pogląd, że Wszechświat w całości jest dostrzegalny, że mówienie o bytach poza horyzontem nie ma sensu, że sam horyzont zamyka nawet całą przestrzeń. Oczywiście chodzi o horyzont grawitacyjno-hubblowski. Czy zatem obserwatorzy z antypodów widzą się wzajemnie? Sądzę, że tak, z tym, że odległość między nimi jest nawet mniejsza, niż R w związku z ich mimo wszystko podświetlną prędkością względną (dwukrotnie większa odległość zastrzeżona jest dla nas i naszych antynas). Właściwie, czy Wszechświat byłby opisywalny (jako całość), gdyby tylko jego część, nie wiadomo jaka, dana była obserwacji?    Tu warto przypomnieć sobie konkluzję do jakiej prowadziły rozważania dotyczące promieniowania reliktowego. Jeśli nie jest możliwe określenie  rozmiarów Wszechświata, to nie jest też możliwe określenie długości fali (a więc i temperatury tego promieniowania). Można bowiem traktować Wszechświat jako wnękę o określonych rozmiarach, w której zawarte jest promieniowanie cieplne. A przecież przewidywanie uczonych, dotyczące długości fali tego promieniowania, zostało w pełni potwierdzone. Jeśli tylko część dana jest obserwacji, to wynikałoby stąd, że wydedukowane na podstawie obserwacji cechy Wszechświata są cechami lokalnymi... To daje szerokie pole dla fantazji (na przykład wieloświat), jak byśmy już wszystko wiedzieli o naszym poczciwcu, jakby nadszedł czas na dalszą penetrację. Wprost przeciwnie. To fantazjowanie świadczy o istotnych brakach wiedzy. Prawdziwa wiedza sprowadza się do prostoty. Prawda jest jedna, a niepewności tworzą zbiór nieskończony. Łatwiej więc szukać prawdy w ich gąszczu. Tak to już jest. A ja popełniam poważną niestosowność brutalnie sprowadzając wszystko na ziemię twierdzeniem, że Wszechświat obserwowalny jest Wszystkością. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz