Jak już
ustaliliśmy, nasze położenie we Wszechświecie nie jest wyjątkowe. Mimo to
stwierdzamy, że niewątpliwie znajdujemy się w jego środku. Jednak nie tylko my,
lecz wszyscy, nawet ci oddaleni od nas o miliardy lat
świetlnych, stwierdzają to samo, niezależnie od tego gdzie się znajdują
– w całej rozległości, w całym ogromie Wszechświata. I tu pojawia się problem.
Nasze centralne położenie oznacza istnienie średnicy, czyli odległości między
skrajnymi punktami „na lewo i na prawo” od nas. Odległość między tymi punktami
powinna być więc równa 2R. Wynika stąd, że prędkość względna
dwóch obiektów znajdujących się na tych „antypodach” równa jest 2c. To
jednak nie jest możliwe, zgodnie z ograniczeniem prędkości do c, stanowiącej
kres górny prędkości obiektów oddziaływujących elektromagnetycznie, choćby
materii galaktyk widzianych (!) z jednej i z drugiej
strony. To także niezmiennicza prędkość ekspansji Wszechświata. Dalej,
niż sfera o promieniu R, Wszechświat nie sięga. To nie jest możliwe. Istnienie
„średnicy” 2R nie jest też konsystentne z zasadą kosmologiczną. Mamy
kłopot, gdyż oznaczać by to mogło, że część Wszechświata nie jest widoczna. Nie
byłoby to jednak zgodne z przyjętą już i uzasadnianą różnymi argumentami tezą,
że „widzimy Wszystko, a odległość R jest promieniem grawitacyjnym (też
hubblowskiego) horyzontu, ogarniającego całą zawartość Wszechświata.” Przy tym
położenie obserwatora, gdziekolwiek by się znajdował, nie jest wyjątkowe
(zgodnie z zasadą kosmologiczną). Wychodząc z pewnika (bazującego na zasadzie
kosmologicznej), że każdy obserwator widzi siebie jako centrum Wszechświata,
przyjęliśmy, że horyzont znajduje się dokładnie w odległości R od niego
(zgodnie z definicją), przy czym odległość ta ciągle wzrasta. Sam horyzont jest
także miejscem geometrycznym położeń wszystkich obserwatorów, wszak najbardziej
oddalony od nas obserwator (w odległości R) „widzi” nas tuż przy horyzoncie. R
jest też odległością każdego obserwatora od miejsca-momentu Wielkiego Wybuchu,
będącego początkiem wszystkiego, co dane jest naszym zmysłom. Wszyscy kiedyś
bowiem byliśmy razem. Tak przedstawia się, w kilku słowach, topologia
Wszechswiata (łaściwie takie są przesłanki dla jej formalnego określenia). O
odległości 2R nie ma więc mowy. A jednak, sądząc po subiektywnym
wrażeniu, jakie odnosi nasz pierwotny „rozsądek”, nasi sąsiedzi z prawa i lewa
mogą być odlegli od siebie o 2R. Na tym, w uproszczeniu, polega problem, który
tu przedstawiłem. Niżej przedstawię go inaczej, bardziej „naukowo”. Problem ten
oczywiście rozwiążemy, choć nie zgodnie z dzisiejszymi tendencjami,
sprowadzajacymi się do lokalnego patrzenia na Wszechświat, który przecież nie
jest lokalny.
A jeśli jednak ta odległość 2R istnieje, to co tam
jest? Jeśli dobrze popatrzymy, po prostu zobaczymy siebie, a właściwie
zwierciadlane odbicie nas samych. Dobrze, że daleko, gdyż odbicie to zbudowane
jest z antymaterii... Upsss, wypsnęło mi się. Trochę dla żartu. Wierutne
fantazie. Przed Wami, czytelnicy, fantazje niemniejsze, które o dziwo (i o zgrozo) mogą mieć znamiona rzeczywistości.
Dziś sądzi
się, że horyzont nie zamyka pełnej zawartości materialnej Wszechświata, że
choćby za sprawą inflacji istnieją byty, których dostrzeżenie nie jest (dziś,
może nawet wcale) możliwe. Tu (pod moim dachem) jednak, dla przypomnienia,
preferowany jest pogląd, że Wszechświat w całości jest dostrzegalny, że
mówienie o bytach poza horyzontem nie ma sensu, że sam horyzont zamyka nawet
całą przestrzeń. Oczywiście chodzi o horyzont grawitacyjno-hubblowski. Czy
zatem obserwatorzy z antypodów widzą się wzajemnie? Sądzę, że tak, z tym, że
odległość między nimi jest nawet mniejsza, niż R w związku z ich mimo wszystko
podświetlną prędkością względną (dwukrotnie większa odległość zastrzeżona jest
dla nas i naszych antynas). Właściwie, czy Wszechświat byłby opisywalny (jako
całość), gdyby tylko jego część, nie wiadomo jaka, dana była obserwacji? Tu
warto przypomnieć sobie konkluzję do jakiej prowadziły rozważania dotyczące
promieniowania reliktowego. Jeśli
nie jest możliwe określenie rozmiarów Wszechświata, to nie jest też możliwe określenie
długości fali (a więc i temperatury tego promieniowania). Można bowiem traktować Wszechświat jako wnękę o określonych rozmiarach, w której zawarte jest promieniowanie cieplne. A przecież przewidywanie uczonych, dotyczące długości fali tego promieniowania, zostało w
pełni potwierdzone. Jeśli tylko część dana jest obserwacji, to wynikałoby
stąd, że wydedukowane na podstawie obserwacji cechy Wszechświata są cechami
lokalnymi... To daje szerokie pole dla fantazji (na przykład wieloświat), jak
byśmy już wszystko wiedzieli o naszym poczciwcu, jakby nadszedł czas na dalszą
penetrację. Wprost przeciwnie. To fantazjowanie świadczy o istotnych brakach
wiedzy. Prawdziwa wiedza sprowadza się do prostoty. Prawda jest jedna, a
niepewności tworzą zbiór nieskończony. Łatwiej więc szukać prawdy w ich
gąszczu. Tak to już jest. A ja popełniam
poważną niestosowność brutalnie sprowadzając wszystko na ziemię twierdzeniem,
że Wszechświat obserwowalny jest Wszystkością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz