Kontrowersje wokół czarnych dziur. A
Rozmyślania w duchu quasi-newtonowskim
1. Zagajenie
Gdy spisywałem swe przemyślenia sprzed lat by opublikować je w postaci książkowej (w roku 2010) sądziłem, że swymi poglądami popełniam świętokradztwo. Gdy przedstawiłem, gdzieś w roku 2007, swe zapiski pewnemu astronomowi z Torunia (bardzo mi życzliwemu), przy okazji odwiedzin w Piwnicach, w odniesieniu do czarnych dziur stwierdził, że koledzy jego, badający je, ukamienowaliby mnie.
A dziś, aż się roi od doniesień wskazujacych na to, że koncepcja czarnej dziury syngularnej zaczyna się walić. Sam Hawking wycofuje się (przepraszam, wycofał się) z niektórych swych ustaleń; informacja, entropia, itp. Nie mam tu zamiaru opisywać tych perypetii. Skromnie przypuszczam, że problemy, z jakimi borykają się dziś naukowcy zajmujacy się czarnymi, cały czas w obrębie jednej i tej samej mega-koncepcji (właśnie dlatego), nie znikną. Będą narastać, aż wszystko pęknie. Winna koncepcja. A jednak brną w niej dalej pomimo, że zdają sobie sprawę choćby z tego, że w osobliwości ogólna teoria względności załamuje się. [A jednak dziś, wprost automatycznie, odruchowo i rutynowo, każde obserwacyjne odkrycie, które zaskakuje uczonych, wyjaśnia się obecnością (i wpływem) czarnych dziur, zamiast pomyśleć o możliwości istnienia jakiejś innej drogi wyjaśnienia. Szczególnie interesujące jest, że także gwałtona ekspansja materii lub emisja promieniowania w jakimś odległym obiekcie, spowodowana jest oczywiście wyłącznie przez czarną. To wprost lekarstwo na wszelki niedosyt kognitywny. Jeśli na wszystko dobra jest ogólna teoria względności, a w szczególności modelowanie czarnych dziur na niej bazujące, to dlaczego prawie każda obserwacja zaskakuje???]
A wracając do naszej osobliwości, wiele wskazuje na to, że nie chodzi też o „zbytnie” zakrzywienie przestrzeni (w osobliwości), lecz o konieczność innego spojrzenia, o inną „filozofię”. Podobnie rzecz się ma z mechaniką kwantową. Pisałem już o tym niejednokrotnie. Z góry jednak wiem, że propozycje moje odrzucone zostaną z kretesem. Na ogół mych „impertynencji” nie czyta się do końca poprzestając na pierwszych kilku zdaniach, bo to przecież nie artykuł w szanującym się periodyku naukowym, a autor... Któż to taki? Łatwo przypiąć odpowiednią łatkę, szczególnie, gdy się nie czytało, zgodnie z nakazami „poprawności”. „Jeśli wymyślił coś spoza głównego nurtu, to po prostu jest niedouczonym maniakiem. Nawet szkoda czasu na sprawdzanie tego. W internecie aż roi się od poprawiaczy fizyki.” Co prawda, to prawda (że roi się). W tym kontekście to, że sam jestem fizykiem nie ma znaczenia.
Cóż, trzeba czymś okupić tę wspaniałą możliwość upublicznienia wyników badań prowadzonych zdala od reflektorów. Innym plusem jest to, że za wszystko, co popełniłem, odpowiedzialność ponoszę wyłącznie ja.
Powoli zaczynamy zbliżać się do końca naszych dociekań. Można już patrzeć na te moje popełnienia z perspektywy setek stron tekstu. Okazuje się, że to dosyć spójny system – antycypujący poprawnie i falsyfikowalny. Nawet ja, autor tego popełnienia, patrząc już z pewną dozą obiektywizmu, stwierdzam, że grawitacja dualna, zmodyfikowana grawitacja newtonowska – na niej wszystko tu bazuje, w zastosowaniu do opisu skondensowanych układów materialnych, może jednak stanowić alternatywę (nawet udaną) dla dzisiejszego widzenia spraw – czy chcą, czy też tego nie chcą sami zainteresowani. A jeśli się mylę w jakimś detalu, będę wdzięczny za szczere uwagi, za krytykę, nawet bezlitosną – jak dotąd, nie miałem z kim konsultować swych rozumowań i ustaleń. Wtedy się czegoś nauczę – i o to mi chodzi cały czas, gdyż kieruję się od samego początku nieposkromioną (przez urzędy i przybytki nauki) ciekawością świata, a nie interesem przyziemnych dóbr, których jako skromny emeryt nie posiadam, tym bardziej, że do ziemi pozostalo mi znacznie mniej, niż mam za sobą. Przepraszam, do nieba.
Esej ten posiada też cechy podsumowania, konkluzji i ustaleń, które nazbierały się w różnych kontekstach tematycznych. To podsumowanie jest niezmiernie ważne u progu rozważań stanowiących swoistą kulminację mego herezjowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz