Pod koniec poprzedniego postu napisałem: „Odpychają2” Rozwińmy rzecz.
²) Już dosyć dawno, przy rozpatrywaniu innych zagadnień, przyjęliśmy do testowania opcję oscylacji Wszechświata – możliwość ta wprost narzucała się nam już przy omawianiu zasady kosmologicznej. Dalej rzecz rozwinęliśmy, a nawet te oscylacje modelowaliśmy. I tu pojawia się problem. Neutrina działają odpychająco. Jak więc zgodziły się na to, by pod koniec poprzedniego cyklu oscylacji Wszechświata, znów się połączyć z resztą materii podczas tworzenia się panelsymonu? A może wcale się nie przyłączają będąc swobodnymi tworami „nie z tej ziemi”, tworzącymi osnowę przenikającą wszystko i zawsze? I wcale nie oddzieliły się (jako preneutrino – patrz jeden z pierwszych wpisów tej serii) w początkowej fazie wybuchu (wbrew temu co sugerowałem wcześniej)? Jeśli nie było preneutrina, to jak wyjaśnić własności neutrin? A jeśli już nie połączą się (pozostaną swobodne), to to by jednak naruszało ciąg logiczny i byłoby na rękę teologom. [„Kiedyś powstały, a potem już nie musiały. Najważniejsze, że był początek.” Kiedy??? Początek czasu nie istniał, bo „co było przedtem?” – pułapka logiczna.] Ale teologów unikam jak ognia. Albo oscylacje, albo nie. Gdyby neutrina pod koniec zapaści pozostały swobodne, czyli nie wróciły do stanu sprzed Wybuchu, to sam panelsymon nie byłby taki sam, nie byłoby więc periodyczności. Sądzę więc, że wszystko powróci do początków. Jak? Trzeba by jeszcze trochę pomyśleć. Czy ja mam się wszystkim zajmować? A poza tym, mamy czas by to sprawdzić...
Co z samymi neutrinami? Wiemy, że ujemne masy nawzajem przyciągają się (iloczyn dwóch mas ujemnych jest dodatni). Neutrino odpychająco działa przecież tylko na obiekty o masie dodatniej zgodnie z modelem grawitacji dualnej). Może będzie tak: podczas zapaści Wszechświata jego masa będzie malała (tak, jak teraz rośnie). w pewnym momencie masa równa będzie zeru. Prędkość względna równa c będzie też prędkością kontrakcji (jak w początkach ekspansji była jej prędkością. Neutrina, pomimo swej ujemnej masy nie będą odpychane przez pozostałą materię (zerowa masa). W tym momencie znikają oddziaływania elektromagnetyczne (niedługo po tym, także silne). Zajdzie przemiana fazowa – cząstki (byłe) zaczną tworzyć razem zintegrowany twór, w którym także nautrina z antyneutrinami połączą się w twór, który nazwaliśmy preneutrinem. Trzeba zaznaczyć, że wszystko to odbywa się wszędzie równocześnie (trudno to sobie wyobrazić) – zgodnie z zasadą kosmologiczną. Na jej podstawie przyjęliśmy, że przestrzeń istnieje tylko tam, gdzie istnieje materia.
Zintegrowany obiekt zapada się dalej, coraz wolniej, aż do momentu, w którym siła odpychania między najbliższymi plankonami-sąsiadami dochodzi do maksimum (przypuszczalnie 64 razy większa niż siła Plancka). Działo się to będzie w całej objętości identycznie (zgodnie z zasadą kosmologiczną). Mamy więc panelsymon gotów do gwałownego rozszerzania się. Jak widać, wcześniej zapraszałem do udziału w odpowiedzi na zadane pytanie [Jak wszystko wróci do początku?], uzasadniając to oczywistym stwierdzeniem: „Czy ja mam się wszystkim zajmować?” Wam pozostaje prześledzić tok rozumowania. Jeśli znajdziecie lukę, dajcie znać.
W warunkach normalnych neutrina wzajemnie przyciągają się, ale rozdziela je materia cząstek o masach dodatnich odseparowując je od siebie.Mimo wszystko czasami są ze sobą połączone tworząc generację mionową lub taonową. Zjawisko przejścia z jednej generacji do drugiej, to właśnie oscylacja neutrin. Okazuje się, że masy (ujemne) neutrin mionowych i tym bardziej taonowych są znacznie większe od masy neutrin elektronowych. Dziś masy te szacuje się następująco: neutrino elektronowe: m < – 2,2 eV, mionowe: m < –170 keV, taonowe: m < –18 MeV. [Ten minus ja dodałem, gdyż ujemność mas neutrin wynika tylko z naszych rozważań.] To by wyjaśniało, dlaczego są niewykrywalne, dlaczego ich detekcja (nawet pośrednia) wykracza poza nasze możliwości techniczne (dziś). To by potwierdzało ujemność ich mas. Przy tym zróżnicowanie wielkości mas (ujemnych) oznacza, że neutrina elektronowe łącząc się ze sobą tworzą struktury jeszcze bardziej ściśnięte (grawitacja dualna...). Można przypuszczać, że zjawisko oscylacji zachodzi w obszarach o dużej koncentracji materii – tam, odpychane ze wszystkich stron neutrina i antyneutrina elektronowe łączą się ze sobą. Przedstawia to schematyczny rysunek poniżej. To oczywiście
tylko gra wyobraźni. Strzałki symbolizują spinowy moment pędu. Wypadkowy w każdym przypadku równy jest 1/2ħ. Jak widać na rysunku, oscylacja polegałaby na łączeniu się neutrin z antyneutrinami. Połączenie to jednak (widocznie) nie jest zbyt mocne. Poszczególne neutrina elektronowe pozostają sobą, nie tworzą ze sobą nowej struktury choć na zewnątrz ich układ nam jawi się jako, mion lub taon. [Kojarzy się to na przykład z lodem H2O. Podczas topnienia cząsteczki wody (lub rozdrobnione formy krystaliczne) rozpraszają się, ale sama woda pozostaje wodą – cząsteczki wody nie rozpadają się. Mamy więc trzy formy (stany skupienia): lód, woda, para wodna.] To wyjaśniałoby też krótki czas życia mionów i taonów. Dodajmy, że połączenie to ma charakter tymczasowy, jest wymuszone przez obecność w otoczeniu materii (dodatniej) o dużej koncentracji i o bardzo wysokiej temperaturze (Słońce) – duża energia kinetyczna – bliższy kontakt. W obszarach o mniejszej koncentracji materii i w temperaturze niższej, następuje rozpad układów – powrót do postaci neutrin (i antyneutrin) elektronowych. Dla przypomnienia, oscylacją tłumaczy się nadspodziewanie małe natężenie neutrin słonecznych.
Im układ neutrin (ten z rysunku) jest bardziej złożony, trudniejsza jest jego realizacja. Na przykład układ siedmiu (strzałek) bądź nie istnieje, bądź też jest niewykrywalnie rzadki, a więc jego wpływ na rozwój materii jest zupełnie pomijalny. Same neutrina, jak zauważyłem już w pierwszym artykule, tworzą strukturę zbitą. Można więc sądzić, że możliwe są tylko trzy takie struktury. Gdyby możliwe były formy bardziej złożone (już układ siedmiu), tabelka podstawowych cząstek modelu standardowego, siłą rzeczy byłaby mniej elegancka od tej, jaką przedstawia model dzisiejszy i dla porządku należałoby umieścić w niej jeszcze jeden, siódmy kwark. Uwaga na brzytwę. Wskazówka dla badaczy.
I jeszcze jedno. Jak już stwierdziłem wcześniej, wiadomo, nie za sprawą mych badań, że neutrina miuonowe i taonowe są znacznie bardziej masywne od neutrin elektronowych. „Powinny być więc łatwiej wykrywalne od neutrin elektronowych, gdyż silniej oddziałują z materią, przynajmniej grawitacyjnie, w każdym razie przekrój czynny powinien być większy.” – tak mógłby ktoś pomyśleć. A tu klops, nawet nie są wykrywalne. Jedynym wyjaśnieniem jest przyjęcie tezy, że masa ich jest nie tylko duża, ale i ujemna, zatem tym silniej powinny odpychać materię normalną (i być przez nią odpychane), tym bardziej tej materii unikać, tym łatwiej przez materię przenikać. Jak widać, model zaproponowany przeze mnie wyjaśnia rzecz w sposób prosty i logiczny. Być może to jego wada... Czy istnieje model, który wyjaśni to lepiej i prościej? Jeśli możliwy jest, to proszę o przedstawienie go. Mamy tu potwierdzenie tezy, że warto mój model przetestować (a nie odrzucić z kretesem bez zapoznania się z nim, ale za to z licznymi epitetami – to, co dziś ma miejsce).
To naprawdę przekonuje, przypuszczam, że nie tylko mnie pomimo, że to tylko fantazja. Jeśli tak, to jak to się stało, że „ujemne” neutrina oddzieliły się od „ujemnej” reszty? Otóż oddzieliły się, choć nie zostały odepchnięte. Stało się to w momencie, gdy ich wewnętrzna spoistość większa była od spoistości samego panelsymonu, jeszcze zanim rozprysł się. Zauważyłem to już wcześniej. Co odpychało się wzajemnie, to wyłącznie plankony, w głębi elementarnej struktury. Właściwie tylko one. A cząstki, ich agregaty? To już nowa jakość. Tak manifestuje się emergentność materii, szczególnie wyraźna w skali elementarnej – tak czasowej, jak i przestrzennej. Same neutrina, o nich była mowa, już oddzielone, zachowały swą tożsamość jako określone cząstki, gdy wszystko to pękło, stanowiąc relikt czasów, w których się wyodrębniły.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz