W
poście poprzednim napisaem: „Człowiek, jak na niego przystało, znów popełnił jakąś
niesprawiedliwość i obciąża oczywiście nie siebie, lecz Przyrodę”. Co więc zostało pominięte? Jednym z
poszukiwaczy (sprawiedliwości) był Lew Dawidowicz Landau, fizyk radziecki,
laureat nagrody Nobla. Zwrócił on uwagę na potrzebę uwzględnienia faktu
istnienia antymaterii, to znaczy na konieczność łącznego, a nie rozdzielnego
traktowania cząstek i antycząstek, na potrzebę uwzględnienia całości, a nie
części rzeczywistości. Wydawało się, że odniósł sukces. Jego idea parzystości kombinowanej stała się nadzieją fizyków. Na krótko. Mimo,
że idea ta czyniła nasze spojrzenie na przyrodę bardziej sprawiedliwym
(właściwie mniej niesprawiedliwym), bo dotychczasowe naruszało symatrię świata,
odpowiedź przyrody była nokautująca. Znów do gry wmieszał się sławny mezon K,
którego jeden z rozpadów, zabroniony przez zasadę zachowania parzystości
kombinowanej, został zaobserwowany. [Nagrodę Nobla
otrzymał za coś innego.]
A może jednak Landau poszedł we
właściwym kierunku, choć w połowie drogi zatrzymał się... (było trochę za
wcześnie). Czy dlatego, gdyż nie uwzględnił jakiejś jeszcze symetrii świata?
Zwróćmy uwagę na to, że mimo wszystko istnieje asymetria ilościowa pomiędzy
materią i antymaterią. Nie można więc jednakowo traktować obydwu tych form,
pomimo, że słusznym jest uwzględnienie faktu istnienia tej dwoistości. O tym,
kiedy jednak dominować będzie antymateria, a symetria zatriumfuje znów,
zdążyłem już zafantazjować wcześniej.
Wróćmy na chwilę do
zwierciadła. Powyżej (i w poprzednich artykułach) uzyskaliśmy dość mocne
wsparcie dla tezy, że neutrina poruszają się z prędkościami nadświetlnymi,
zajmując tym miejsce po drugiej stronie osi symetrii jaką tworzy prędkość
światła. Notabene jest to symetria trochę dziwna – przez swą asymetryczność,
gdyż materia w całości (pomijając
neutrina) znajduje się „u nas”. Czyżby?
Być może świat neutrin jest tak samo bogaty jak nasz. Zauważyłem to wyżej.
Nasze ograniczenia nie powinny ograniczać świata.
Spójrzmy więc znów na
neutrino (załóżmy, że mimo wszystko za pomocą fotonów można je zabaczyć). Co
widzimy z naszego stanowiska obserwacyjnego? Otóż widzimy odwrócenie strzałki
czasu, wir w prawo widzimy jako wir w lewo. Neutrino widzimy jako antyneutrino
(i odwrotnie). Dokładnie to samo otrzymujemy za pomocą zwierciadła! Można to
wysłowić następująco: Jeśli cząstka porusza się z prędkością nadświetlną, to
ruch jej rozpatrywać można i obserwować
tylko jako ruch z prędkością mniejszą od „c”, będący zwierciadlanym odbiciem pierwszego.
Założenie, że obiektem tak poruszającym się jest wyłącznie neutrino, jest dość
uzasadnione, choćby treścią wcześniejszych wywodów. Można twierdzenie powyższe
sformułować też inaczej: Jeśli cząstka porusza się z prędkością nadświetlną,
to rejestrowany obraz zjawisk zachodzących z jej udziałem jest zwierciadlanym
odbiciem rzeczywistego ich przebiegu. Nazwać to można twierdzeniem o Odbiciu Zwierciadlanym
Obiektów Nadświetlnych (powiedzmy: twierdzenie OZON), albo z angielska: Theorem
of Mirror Reflection of Overlight Obiecs TMROO. Oczywiście obserwator
zjawisk pozostaje w „krainie podświetlnej”. Jeśli już tak, to spójrzcie znów na
nasze trzy wykresy. Który z nich wybieracie? A może wolicie dorysować czwarty
(ten z neutrinem zamiast antyneutrina)?
Możemy teraz spojrzeć nieco inaczej na
niezachowanie (?) parzystości w rozpadach z udziałem neutrin. Otóż
zwierciadlany obraz rozpadu (choćby tego najbardziej znanego, β) przedstawia
rzeczywistość. Zwierciadło stanowi granicę, barierę między rzeczywistością
naszych doznań, a rzeczywistością realizującą się obiektywnie. Czy można więc
mówić o łamaniu symetrii zwierciadlanej? Wszak po obu stronach lustra widać to,
co ma miejsce w istocie. Co na to Alicja w krainie czarów? Dla niej wszystko
było naturalne. Dla nas dorosłych – nie.
Jeśli symetria zwierciadlana
(podkreślam „jeśli”) nie jest łamana również w rozpadach słabych, to jest
symetrią uniwersalną, jakkolwiek nie mamy tu do czynienia ze zwyczajnym
odbiciem, lecz raczej z symetrią zwierciadlaną w złożeniu z inną jeszcze
symetrią. Niech się więc nie martwią entuzjaści kontaktów z mieszkańcami
odległych światów. W przekazie, który zechcą przesłać, w dalszym ciągu „lewe i
prawe” można rozróżnić i zdefiniować jednoznacznie (troszkę trudno bowiem założyć,
że któryś z naszych entuzjastów nie oddziaływuje elektromagnetycznie). Tę
dodatkową symetrię tworzy czas (globalny), którego bieg wyznacza ewolucja
Wszechświata. Jej cykliczność odgrywa tu rolę zasadniczą. Być może nawet
cechą immanentną czasu jest cykliczność zjawisk warunkujących jego istnienie.
Nawet w sensie najogólniejszym. Zatem wszelkie globalne zmiany mają
charakter cykliczny, nawet jeśli nie odkrywamy tego bezpośrednio. Rozwój
Przyrody nie jest więc monotonicznie jednokierunkowy. Czy na prawdę? W każdym razie
warto zaryzykować to twierdzenie, choćby po to, by sprowokować do dyskusji. Na
cykliczność rozwoju Przyrody i cykliczność zachodzących w Niej zjawisk
zwracałem uwagę wielokrotnie, wskazując na odwrócenie wraz z inwersją
(rozpoczęciem kontrakcji) wszystkich asymetryczności istniejących w naszym
dzisiejszym świecie. Oznacza to wbrew pozorom symetrię. Umożliwił to model
oscylującego Wszechświata. Przykładem tego może być inwersja ładuku czyniąca
materią to, co dziś nazywamy antymaterią. Przykładem może też być niezachowanie parzystości w „przeciwną stronę”. Zwierciadło daje
nam więc jakiś wgląd w świat globalnej
zapaści, w to, co czeka nas za ileś tam miliardow lat.
Jeśli chodzi o zasadę zachowania liczby
leptonowej i zasadę zachowania krętu, to są one spełnione dla obserwatora tylko
w świecie, w którym on przebywa, jedynie w odniesieniu do zjawisk przez nas
bezpośrednio rejestrowanych (w naszej krainie podświetlnej). A co z czasem? W
obydwu krainach pełnego świata czas spokojnie już może płynąć tylko naprzód,
przy tym bez groźby uwikłania się w nieskończoność, dzięki cykliczności
warunkującej jego istnienie.
Twierdzenie wypowiedziane
wyżej (to zapisane tłustym drukiem twierdzenie o zwierciadlanym odbiciu OZON),
służyć może za bazę dla budowy transformacji, która w odniesieniu do prędkości
mniejszych od światła, czyli w naszym elektromagnetycznym świecie,
sprowadzałaby się do transformacji Lorentza. Ogólnie jednak transformacja taka
byłaby dodatkowym narzędziem w ręku fizyka badającego mikroświat. W mechanice
kwantowej pojawiłyby się też nowe operatory (temat godzien odrębnych badań).
Być może dzięki temu teoria standardowa poszerzyłaby zakres wglądu w
rzeczywistość przyrodniczą (oczywiście po uwzględnieniu grawitacji, w dodatku
dualnej).
Obiektywność przyrody nie zawsze idzie
w parze z jej percepowalnością. Nie zawsze to, co widzimy przedstawia nam
dokładnie rzeczywistość. Weźmy choćby znane powszechnie złudzenia optyczne.
Bywa, że to, co manifestuje się nam w doświadczeniu, jest tylko zwierciadlanym
odbiciem określonej realności, odbiciem przekształcającym tę realność. Prawdę
więc dostrzec można jako odbicie tegoż odbicia w zwierciadle. Większość zjawisk
przy tym, w zwierciadle pozostaje sobą. Jeśli więc chcemy widzieć dany proces
tak, jak zachodzi faktycznie, spójrzmy na jego odbicie w zwierciadle. Prawda
widziana w zwierciadle jest bardziej uniwersalna…
Na początku była mowa o symetrii
budowanej na prędkościach, przy czym c stanowiłoby oś tej symetrii. Można
teraz uczynić jeszcze jeden krok naprzód. Prędkość c jest prędkością
wyjątkową ze względu na dominację, w skali atomu i w naszym otoczeniu,
oddziaływania elektromagnetycznego. Ale jest także wyjątkową przez swą niezmienniczość, dzięki
której wiemy, jak ekspanduje Wszechświat, niezmienniczość łączącą sobą świat
najmniejszych małości z ogromem Wszystkości. Niewątpliwie niezmienniczość ta
posiada cechy uniwersalne, a jej wyrazem jest zasada kosmologiczna. W tym kontekście prędkość c ujawniać powinna swą
niezmienniczość także w nadświetlnym świecie neutrin. W tym sensie więc
istnienie prędkości nadświetlnych absolutnie nie jest sprzeczne z duchem
szczególnej teorii względności. Oznaczałoby to, że niezależnie od prędkości
samych neutrin względem nas, światło względem nich ma także niedoścignioną prędkość c.. A my dla nich jesteśmy „tachionami”, czyli
obiektami szybszymi niż światło? Sama prędkość światła... Czy zasadniczo
światła? Czy jest taką w związku z elektromagnetycznością promieniowania
posiadającego tę prędkość? A może odwrotnie? Światło rozchodzi się z tą
prędkością, gdyż jest bytem stanowiącym relikt określonego momentu w historii
Wielkiego Wybuchu (?). Ta niezmiennicza prędkość stanowi więc byt uniwersalny i
autonomiczny. To przecież prędkość ekspansji Wszechświata, której
niezmienniczość wskazuje na słuszność tezy nazywanej zasadą kosmologiczną. Wbrew pozorom, „elektromagnetyczność”
nie powołała jej do życia, po prostu zabrała się na łebka.
Fantazje, fantazje, fantazje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz