Samo
skruszanie się polegałoby na stopniowym gubieniu plankonów (lub określonych
elsymonów). Właściwie raczej nie chodzi o gubienie pojedyńczych plankonów, a
o ich układy, których oddzielenie się nie pozbawia pozostałej reszty cech
fotonu. A gdzie jest to, co się uwalnia? To chyba jakieś cząstki. Czy to fotony
elementarne (najmniejsze z możliwych), reprezentowane przez falę najdłuższą z
możliwych? Bardzo możliwe, że właśnie tak. Można zatem sądzić, że
także części fotonu odrywające się od niego, nie mogą być, pod względem
kinematycznym inne w swych zasadniczych cechach, niż foton. [Ciało opuszczające
lecący samolot ma tę samą prędkość, co on.] Poruszają się więc z prędkością
niezmienniczą, jak foton. Tak można sądzić. Jakby każdy foton zbudowany był z takich samych członów elementarnych,
segmentów. Czy tak, jak obustronnie symetryczny tasiemiec? Może tak, jak coś
zwiniętego w kłębek z wystajacymi biegunowo końcówkami gotowymi do oderwania się,
tak, jak zwinięty w kłębek łańcuch DNA, tracący powtarzalne segmenty?
Połączenie symetrii ze spoistością. Pole do popisu dla artystów. Rysunek
poniżej przedstawia (w sposób mniej artystyczny) ideę tego. Wynikałoby stąd,
jak wyżej zauważyłem, istnienie granicznie długiej fali, istnienie
promieniowania elementarnego – najmniejszego fotonu! To zachęca do drążenia (poniżej).
Można
przypuszczać, że oprócz tych fotonów elementarnych, do „roztworu” przechodzą także swobodne plankony, stanowiące
łączniki między poszczególnymi członami strukturalnymi (czworościany,
dwunastościany, może też sześciany). Patrz artykuły poświęcone elsymonom.
[Promieniowanie
reliktowe jest promieniowaniem cieplnym. Jak wiadomo, nieprawdą jest, że w
temperaturze zera bezwzględnego, zamiera wszystko. Pozostają bowiem drgania,
tzw. zerowe. Wynika to bezpośrednio z faktu istnienia skwantowania (każda
energia jest wielokrotnością jakiejś najmniejszej, która z oczywistych względów
nie może być równa zeru) – musi istnieć stan energetyczny najniższy o niezerowej,
konkretnej wartości. To energia fotonu elementarnego. Związane to jest z zakładanym istnieniem bytu elementarnego
absolutnie (utożsamianego z plankonem). Prowadzi to, deterministycznie, do... modelowań
kwantowych w
przypadku układów złożonych – w skali oddziaływań silnych i elektromagnetycznych.
Czy
chodzi o tzw. „energię punktu zerowego”, której istnienie przewiduje mechanika kwantowa? Nie byłbym wcale tego pewien.]
Zauważmy, że, to skruszanie
się ma charakter kwantowy (porcjowy), a zmiana energii fotonu jest skokowa. „A
przecież rozszerzanie się Wszechświata ma charakter raczej ciągły.” Po prostu,
to skruszanie nie jest czasowo skoordynowane w związku z oczywistym istnieniem
lokalnych niejednorodności. W obrazie statystycznym na cały Wszechświat mamy więc ciągłość. Zauważmy, że także promieniowanie reliktowe nie
jest jednorodne i izotropowe w stopniu absolutnym. Poza tym ten „skok”
jednostkowy jest znikomo mały, a w dodatku sam proces globalny jest, jak na
nasze możliwości, zbyt powolny. Zatem, w porządku.
Drążenie
Jeśli dzieje się właśnie tak, to znaczy fotony promieniowania reliktowego
tracą stopniowo fotony elementarne, to jest tych fotonów elementarnych bardzo
dużo. Jako elementarne tworzą one promieniowanie o możliwie najdłuższej fali.
[Dziś o takim ograniczeniu nie mówi się. Nie ma punktu zaczepienia. Ale teraz
już jest.] Byłby to szum (raczej ton
podstawowy) radiowy o skrajnie małej częstotliwości. Czy wykrywalny? Możliwe,
że dzięki tej właśnie antycypacji. Tak przy okazji zauważmy, że (zgodnie z tą
antycypacją) powinna istnieć granica dolna częstotliwości promieniowania
elektromagnetycznego. Czy istnieje także granica górna? Chyba także, ale z
innego powodu. Uwarunkowania strukturalne na bazie plankonowej dają szansę na
opis także tej rzeczy.
Model ten wyjaśniałby też fakt, że fotony
(promieniowania reliktowego) tworzące się zaraz po Ureli, były „łancuchami”
najdłuższymi, bo takimi były przed rozpadem panelsymonu. Rozpadają się
stopniowo w miarę rozszerzania się Wszechświata. [Nie wszystkie „łańcuchy” były jednakowo długie – ich
długość, od samego początku przemiany fazowej tworzyła określony rozkład
statystyczny. Wszak wynikiem przemiany fazowej był chaos. Właśnie istnienie
określonego rozkładu częstotliwości cechuje promieniowanie cieplne, którym jest
promieniowanie tła.]
Dodatkowo
zauważmy, że to „skruszanie się” kiedyś się skończy. Być może pozostaną tylko fotony
elementarne. Przpuszczać można, że zbiegnie się to z inwersją – zatrzymaniem
ekspansji i początkiem kontrakcji. Pełna koordynacja. Tego można oczekiwać po
Wszechświecie będącym zintegrowaną całością i pełnością; po Przyrodzie. Można
by też powiedzieć, że inwersja nastąpi dopiero wtedy.
Hipoteza „skruszania się” fotonów wyjaśnia wydłużanie się
fali cieplnego promieniowania reliktowego. Czy to samo dzieje się z
promieniowaniem nie mającym charakteru cieplnego? Sądząc po obserwacji, raczej
nie. Wszak wiadomo o źródłach promieniowania retngenowskiego i gamma odległych
nawet o miliardy lat swietlnych. Promieniowanie to musiało być wyemitowane
dosyć dawno. Nie ma jednak charakteru kosmologicznego, jest promieniowaniem
lokalnym.
O tym, że promieniowanie lokalne
nie ulega skruszeniu świadczy to, że po wyjściu z pola grawitacyjnego, powraca
ono do swych cech pierwotnych (źródłowych).
A strukturalnie?
Być może pole grawitacyjne (zewnętrzne), pole grawitacyjne ze źródeł w skali
astronomicznej, choć jest praktycznie polem statycznym w porównaniu z polem
drgań w mikroskali, ma wpływ na częstotliwość drgań własnych, plankonów
tworzących foton. Moderuje te drgania (to przecież drgania plankonów
uwarunkowane przez ich własne pola grawitacyjne), powściąga je, powodując
zmniejszanie ich częstotliwości. Mowa o superpozycji pól. Wynika stąd, że
częstotliwość fali po opuszczeniu przez nią obszaru o znaczącej grawitacji
powraca do wartości pierwotnej (lub do wartości uwarunkowanej przez specyfikę
układów emitujących to promieniowanie). O to właśnie chodzi. Łatwo też
zauważyć, że zewnętrzne (dla promieniowania) pole grawitacyjne, jeśli jest
odpowiednio silne, powodować też może polaryzację światła zgodnie z kierunkiem
działania tego pola. Oto jeszcze jedno przewidywanie zachęcające do obserwacji
(lub ponownej analizy danych). Jeśli z jakiegoś obiektu dociera do nas
promieniowanie spolaryzowane, to przyczyną może być (także) bardzo silne pole
grawitacyjne w obszarze, przez który fotony przechodzą. Ale i tu pojawia się
problem. Samo pole zewnętrzne nie jest jednorodne, jest na ogół polem radialnym
(dla fotonu zmiennym kierunkowo). Można więc oczekiwać skręcenia płaszczyzny
polaryzacji. Chyba nie będzie łatwo powiązać takiego promieniowania ze źródłami
silnego pola grawitacyjnego. Raczej z polem magnetycznym. Ale to nie
przeszkadza w snuciu przewidywań. To rzecz istotna, już po to, by stwierdzić,
że nasz model jest falsyfikowalny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz