poniedziałek, 1 kwietnia 2019

5. Na czym polegałoby (strukturalnie) to skruszanie?

    Samo skruszanie się polegałoby na stopniowym gubieniu plankonów (lub określonych elsymonów). Właściwie raczej nie chodzi o gubienie pojedyńczych plankonów, a o ich układy, których oddzielenie się nie pozbawia pozostałej reszty cech fotonu. A gdzie jest to, co się uwalnia? To chyba jakieś cząstki. Czy to fotony elementarne (najmniejsze z możliwych), reprezentowane przez falę najdłuższą z możliwych? Bardzo możliwe, że właśnie tak. Można zatem sądzić, że także części fotonu odrywające się od niego, nie mogą być, pod względem kinematycznym inne w swych zasadniczych cechach, niż foton. [Ciało opuszczające lecący samolot ma tę samą prędkość, co on.] Poruszają się więc z prędkością niezmienniczą, jak foton. Tak można sądzić. Jakby każdy foton zbudowany  był z takich samych członów elementarnych, segmentów. Czy tak, jak obustronnie symetryczny tasiemiec? Może tak, jak coś zwiniętego w kłębek z wystajacymi biegunowo końcówkami gotowymi do oderwania się, tak, jak zwinięty w kłębek łańcuch DNA, tracący powtarzalne segmenty? Połączenie symetrii ze spoistością. Pole do popisu dla artystów. Rysunek poniżej przedstawia (w sposób mniej artystyczny) ideę tego. Wynikałoby stąd, jak wyżej zauważyłem, istnienie granicznie długiej fali, istnienie promieniowania elementarnego – najmniejszego fotonu! To zachęca do drążenia (poniżej).
    Można przypuszczać, że oprócz tych fotonów elementarnych, do „roztworu” przechodzą także swobodne plankony, stanowiące łączniki między poszczególnymi członami strukturalnymi (czworościany, dwunastościany, może też sześciany). Patrz artykuły poświęcone elsymonom.

[Promieniowanie reliktowe jest promieniowaniem cieplnym. Jak wiadomo, nieprawdą jest, że w temperaturze zera bezwzględnego, zamiera wszystko. Pozostają bowiem drgania, tzw. zerowe. Wynika to bezpośrednio z faktu istnienia skwantowania (każda energia jest wielokrotnością jakiejś najmniejszej, która z oczywistych względów nie może być równa zeru) – musi istnieć stan energetyczny najniższy o niezerowej, konkretnej wartości. To energia fotonu elementarnego. Związane to jest z zakładanym istnieniem bytu elementarnego absolutnie (utożsamianego z plankonem). Prowadzi to, deterministycznie, do... modelowań kwantowych w przypadku układów złożonych – w skali oddziaływań silnych i elektromagnetycznych. Czy chodzi o tzw. „energię punktu zerowego”, której istnienie przewiduje mechanika kwantowa? Nie byłbym wcale tego pewien.] 

  Zauważmy, że, to skruszanie się ma charakter kwantowy (porcjowy), a zmiana energii fotonu jest skokowa. „A przecież rozszerzanie się Wszechświata ma charakter raczej ciągły.” Po prostu, to skruszanie nie jest czasowo skoordynowane w związku z oczywistym istnieniem lokalnych niejednorodności. W obrazie statystycznym na cały Wszechświat mamy więc ciągłość. Zauważmy, że także promieniowanie reliktowe nie jest jednorodne i izotropowe w stopniu absolutnym. Poza tym ten „skok” jednostkowy jest znikomo mały, a w dodatku sam proces globalny jest, jak na nasze możliwości, zbyt powolny. Zatem, w porządku. 
  
Drążenie
    Jeśli dzieje się właśnie tak, to znaczy fotony promieniowania reliktowego tracą stopniowo fotony elementarne, to jest tych fotonów elementarnych bardzo dużo. Jako elementarne tworzą one promieniowanie o możliwie najdłuższej fali. [Dziś o takim ograniczeniu nie mówi się. Nie ma punktu zaczepienia. Ale teraz już jest.]  Byłby to szum (raczej ton podstawowy) radiowy o skrajnie małej częstotliwości. Czy wykrywalny? Możliwe, że dzięki tej właśnie antycypacji. Tak przy okazji zauważmy, że (zgodnie z tą antycypacją) powinna istnieć granica dolna częstotliwości promieniowania elektromagnetycznego. Czy istnieje także granica górna? Chyba także, ale z innego powodu. Uwarunkowania strukturalne na bazie plankonowej dają szansę na opis także tej rzeczy.
    Model ten wyjaśniałby też fakt, że fotony (promieniowania reliktowego) tworzące się zaraz po Ureli, były „łancuchami” najdłuższymi, bo takimi były przed rozpadem panelsymonu. Rozpadają się stopniowo w miarę rozszerzania się Wszechświata. [Nie wszystkie „łańcuchy” były jednakowo długie – ich długość, od samego początku przemiany fazowej tworzyła określony rozkład statystyczny. Wszak wynikiem przemiany fazowej był chaos. Właśnie istnienie określonego rozkładu częstotliwości cechuje promieniowanie cieplne, którym jest promieniowanie tła.]
     Dodatkowo zauważmy, że to „skruszanie się” kiedyś się skończy. Być może pozostaną tylko fotony elementarne. Przpuszczać można, że zbiegnie się to z inwersją – zatrzymaniem ekspansji i początkiem kontrakcji. Pełna koordynacja. Tego można oczekiwać po Wszechświecie będącym zintegrowaną całością i pełnością; po Przyrodzie. Można by też powiedzieć, że inwersja nastąpi dopiero wtedy.
    Hipoteza „skruszania się” fotonów wyjaśnia wydłużanie się fali cieplnego promieniowania reliktowego. Czy to samo dzieje się z promieniowaniem nie mającym charakteru cieplnego? Sądząc po obserwacji, raczej nie. Wszak wiadomo o źródłach promieniowania retngenowskiego i gamma odległych nawet o miliardy lat swietlnych. Promieniowanie to musiało być wyemitowane dosyć dawno. Nie ma jednak charakteru kosmologicznego, jest promieniowaniem lokalnym.
     O tym, że promieniowanie lokalne nie ulega skruszeniu świadczy to, że po wyjściu z pola grawitacyjnego, powraca ono do swych cech pierwotnych (źródłowych).
     A strukturalnie? Być może pole grawitacyjne (zewnętrzne), pole grawitacyjne ze źródeł w skali astronomicznej, choć jest praktycznie polem statycznym w porównaniu z polem drgań w mikroskali, ma wpływ na częstotliwość drgań własnych, plankonów tworzących foton. Moderuje te drgania (to przecież drgania plankonów uwarunkowane przez ich własne pola grawitacyjne), powściąga je, powodując zmniejszanie ich częstotliwości. Mowa o superpozycji pól. Wynika stąd, że częstotliwość fali po opuszczeniu przez nią obszaru o znaczącej grawitacji powraca do wartości pierwotnej (lub do wartości uwarunkowanej przez specyfikę układów emitujących to promieniowanie). O to właśnie chodzi. Łatwo też zauważyć, że zewnętrzne (dla promieniowania) pole grawitacyjne, jeśli jest odpowiednio silne, powodować też może polaryzację światła zgodnie z kierunkiem działania tego pola. Oto jeszcze jedno przewidywanie zachęcające do obserwacji (lub ponownej analizy danych). Jeśli z jakiegoś obiektu dociera do nas promieniowanie spolaryzowane, to przyczyną może być (także) bardzo silne pole grawitacyjne w obszarze, przez który fotony przechodzą. Ale i tu pojawia się problem. Samo pole zewnętrzne nie jest jednorodne, jest na ogół polem radialnym (dla fotonu zmiennym kierunkowo). Można więc oczekiwać skręcenia płaszczyzny polaryzacji. Chyba nie będzie łatwo powiązać takiego promieniowania ze źródłami silnego pola grawitacyjnego. Raczej z polem magnetycznym. Ale to nie przeszkadza w snuciu przewidywań. To rzecz istotna, już po to, by stwierdzić, że nasz model jest falsyfikowalny.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz