Powróćmy do dualizmu GO (grawitacja « obrót). Powyżej, przy omawianiu sprawy skoncentrowaliśmy się na
przyciąganiu, w dodatku zajmowaliśmy się tylko plankonem. Spróbujmy powiązać ten dualizm ze
zjawiskami mogącymi zajść w układach o dużej koncentracji materii, szczególnie
w sytuacji, w której pojawić się ma efekt grawitacyjnego odpychania. Załóżmy,
że mamy do czynienia z rotującym, ściskanym jądrem zapadającego się obiektu.
Jego masa staje się już zerowa. Co z jego obrotem? Jeśli wspomniany wyżej
dualizm istnieje (albo można go odnieść do tej sytuacji), to, w związku z
zerowaniem się masy, obrót powinien znikać. Masywny obiekt zapadając się, w
sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, w pewnym momencie (Jakim? Dobre pytanie),
zamiast obracać się coraz szybciej bez ograniczeń, zaczyna zwalniać. Coś tu nie
gra. Przyśpieszenie ruchu obrotowego jest przecież koniecznością podyktowaną
przez zasadę zachowania momentu pędu. Jak wyjść z tego ambarasu? Otóż, aż do
momentu, w którym masa staje się zerowa, prędkość obrotu rośnie (choć szybkość
jej wzrostu stopniowo maleje do zera) i jest w punkcie zerowym maksymalna, a
więc nie zerowa. Tak nawiasem mówiąc, interesujące, jaka jest maksymalna
prędkość liniowa podczas takiego obrotu. Intuicja (jej część agresywna)
podpowiada, że c, ale to wcale nie takie pewne, bo jest to prędkość zakazana
dla materii substancjalnej. Jeśli obiekt zapada się dalej, Pani intuicja
twierdzi, że grawitacja odpychająca jest reakcją antyobrotową. Nie koniecznie
intuicja. Wystarczy, że
masa staje się ujemna. Mamy właściwie złożenie dwóch momentów pędu. Moment pędu
(składnik) związany z masą ujemną, skierowany przeciwnie, narasta, powodując na
pewnej głębokości zatrzymanie obrotów. A co potem? Silne odpychanie powoduje
rozszerzanie się. Czy w tym momencie układ zaczyna obracać się w przeciwną
stronę? Intuicja podpowiada, że tak. Jeśli tak, to do czego doprowadzi kolizja
obrotów w przeciwne strony, zachodząca głęboko we wnętrzu gwiazdy? Czy do
emisji promieniowania (gamma?) na zewnątrz i dzięki temu do „uspokojenia”?
Chciałbyś.
Intuicja nie
koniecznie musi mieć rację. Układ nie musi wcale obracać się w przeciwną
stronę. Nawet się nie zatrzyma, wbrew temu, co powyżej stwierdziłem. Podczas
zapadania się, aż do wyzerowania się masy, prędkość kątowa obrotu wzrasta,
chociaż coraz wolniej (w związku z maleniem masy). W momencie wyzerowania się
masy prędkość obrotu jest maksymalna. Przy dalszym ściskaniu prędkość maleje i
dąży do zera w związku ze wzrastaniem masy ujemnej. Czy osiągnie to zero? Chyba
raczej nie. Zatrzymanie zapaści następuje znacznie wcześniej. Nie mówimy bowiem
o Wszechświecie w momencie poprzedzającym Wybuch, w warunkach koncentracji
materii znacznie większej. Zatem prędkość obrotu ulegnie tylko zwolnieniu, by
następnie z powrotem wzrastać aż do osiągnięcia stanu masy zerowej, a następnie
znów maleć. Nie ma więc mowy o zmianie kierunku obrotu. Czy tak lepiej?
To tyle w odniesieniu do zapadającej się gwiazdy.
Coś innego zapadający się Wszechświat. W nim wszystko, co dotąd wirowało,
zatrzymuje się wraz z zatrzymaniem zapaści. To moment, punkt na osi czasu.
Dochodzi do odbicia, jak w zwierciadle. Przypomina to neutrino
zbliżające się do swego odbicia w lustrze, które jawi mu się antyneutrinem.
Rzeczywiście. Zapadający Wszechświat, tak dla przypomnienia, zawierać ma
antymaterię. Gdy zatrzymuje się granicznie ściśnięty, następuje odbicie, jakby w zwierciadle,
odbicie nowym Wybuchem, wybuchem materii (będącej antymaterią dla antymaterii),
a to, co się obracało w np. w lewo, zacznie się obracać w prawo. Do kwestii tej wrócimy gdy zajmiemy się cząstką neutrino.
Tam będzie sporo zaskoczeń. By uprzedzić
ewentualne zarzuty dodam, że sam Wszechświat
jako całość nie rotuje. O tym już wiemy od dawna.
Popuściliśmy znów wodze
fantazji. Czy należy powściągać ją cuglami? A kropka nad „i” oddala się w
dalszym ciągu. Nawet już jej nie widać. W momencie zatrzymania kontrakcji
Wszchświata zatrzymuje się więc też obrót – wszystkiego, co się dotąd obracało,
a nie cały Wszechświat, bo on się przecież nie obraca. Czy dotyczy to także
plankonów? Chyba nie, gdyż są tworami prawdziwie elementarnymi i nic nie może
zakłócić tego czym są, tym bardziej, że nie można wyróżnić żadnego konkretnego
kierunku. [Przestrzegam przed próbami wprowadzenia ad hoc, antyplankonów. Po
prostu, to nie miałoby sensu, a świadczyłoby o niezrozumieniu istoty rzeczy.] I
dobrze, gdyż właściwie stanowią sobą geny ruchu. Wszechświat gotów do wybuchu
był z pewnością powszechną statycznością (trzeba lojalnie przyznać, że tylko na
„mgnienie oka”). Swoją drogą, czy Wszechświat, jako całość obraca się? (Mimo
wszystko zapytałem, bo niektórzy w dalszym ciągu sądzą, że tak.) Z całą
pewnością nie, gdyż aby to miało miejsce, musiałby istnieć układ odniesienia,
zewnętrzny w stosunku do niego. Poza tym istnienie osi obrotu, czyli uprzywilejowanego
kierunku, godziłoby w sposób rażący w zasadę kosmologiczną, której spełnienie
warunkuje sens wszystkich naszych rozważań, a przy tym czyni za dość żądaniu
pełnej, można by rzec, absolutnej symetrii, jaką reprezentować sobą powinien
twór globalny, tożsamy w całej pełni z Przyrodą. Chyba na podobieństwo
plankonów... Czy zatem także Wszechświat, z tego samego powodu ma spin
1/2? ...A może każdy z plankonów to
odrębny wszechświat jak nasz (trochę mały, więc z małej litery), trochę
podobnie, jak w zakończeniu pierwszego filmu o dwóch facetach w czerni...? Czy
mimo wszystko jednak Wszechświat obraca się? Co stwierdzałby wówczas
obserwator? Chyba to, że na każdy obiekt działa siła mająca określony kierunek
(odśrodkowa siła bezwładności), przy czym w miarę rozszerzania się
Wszechświata, siła ta, wobec stałego okresu obrotu, byłaby coraz mniejsza.
Oznaczałoby to, że przyśpieszenie ekspansji (jeśli ma miejsce) stopniowo
maleje. Wraz z tym Wszechświat rozszerzając się chyba obracałby się coraz
wolniej, zgodnie z zasadą zachowania momentu pędu. Przyśpieszenie malałoby więc
jeszcze szybciej. Po jakim czasie osiągnęłoby wartość zero? Mimo wszystko chyba po
nieskończenie długim czasie. A przecież materia tworząca wybuchający
Wszechświat była ilościowo ograniczona, a to powinno raczej wykluczać
nieskończoność. Oprócz tego istnienie wyróżnionego kierunku (siła, oś obrotu)
przeczyłoby w sposób jawny zasadzie kosmologicznej. Wniosek? Wszechświat nie
obraca się. Do tego samego wniosku doszliśmy sądem, że nie istnieje żaden byt
poza Wszechświatem. A może z obrotem plankonu jest dokładnie to samo. Czy zatem
jego wewnętrzny moment pędu musi oznaczać istnienie obrotu? Czy możliwe, że to,
co my odbieramy jako obrót jest zgoła czymś innym po uwzględnieniu dodatkowych
wymiarów?..
Pospekulowaliśmy sobie. Czasami to
nawet zdrowo. Na stare lata komórki mózgowe dzięki temu znów rozmnażają się (Zgodnie z pobożnym życzeniem? Czy trzeba odkryć naukowych, by dojść do takiej
konkluzji? Jakiej? Że się rozmnażają, czy że zgodnie z pobożnym życzeniem?).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz